Mieszkaniec Babic na Wiśle. Jubileuszowy flis ma przed sobą 940 kilometrów

Mieszkaniec Babic na Wiśle. Jubileuszowy flis ma przed sobą 940 kilometrów

Na Wiśle znów widać było tratwy, ludzi od starych szlaków i flagi niesione z dumą. Podczas jubileuszowego XX Królewskiego Flisu wśród uczestników znalazł się Zbigniew Kaszuba z Babic, który zabrał ze sobą znak gminy. Trasa prowadzi od ujścia Przemszy aż do Gdańska i liczy 940 kilometrów. To wyprawa, która nie tylko przypomina o dawnym handlu, ale też pokazuje, jak dużo pracy kryje się za żywą tradycją rzeczną.

  • Z Babic na wiślaną trasę i z gminną flagą w dłoni
  • Dawny szlak handlowy wraca w formie wielkiego spływu
  • Tratwy składane z pięciu części i droga, która nie wybacza błędu

Z Babic na wiślaną trasę i z gminną flagą w dłoni

Jak informuje Urząd Gminy Babice, Zbigniew Kaszuba od kilku lat bierze udział w wyprawach flisackich. Ma już za sobą także Flis Odrzański, a więc doświadczenie, które przydaje się tam, gdzie rzeka potrafi zaskoczyć w jednej chwili.

W jubileuszowej wyprawie płynie z flagą gminy Babice. Taki gest ma wymiar symboliczny, ale nie jest pustym ozdobnikiem. Dla miejscowości oddalonej od wielkich portów to wyraźny znak, że pamięć o wiślanym szlaku nadal żyje i że ktoś z Babic potrafi do tej opowieści dopisać własny rozdział.

„Flis to walka z żywiołem. Najważniejsze, żeby poziom wody w rzece był odpowiedni” – mówi Zbigniew Kaszuba.

Reszta brzmi już mniej romantycznie, za to bardzo rzeczowo. Trzeba umieć przewidywać przeszkody, uważać na mielizny i kamienie, a na zakrętach zachować zimną krew. Na rzece nie ma miejsca na przypadek, bo nawet niewielki błąd może zmienić spokojny spływ w serię nerwowych manewrów.

Dawny szlak handlowy wraca w formie wielkiego spływu

Start jubileuszowego XX Królewskiego Flisu odbył się przy zerowym kilometrze Wisły, w rejonie ujścia Przemszy, na styku gmin Oświęcim , Bieruń i Chełmek. Stamtąd uczestnicy ruszyli w drogę, która prowadzi aż do Gdańska . Przed nimi 940 kilometrów, a więc nie zwykły rekreacyjny odcinek, lecz prawdziwy sprawdzian wytrzymałości i organizacji.

Flis nawiązuje do dawnych wypraw handlowych, gdy rzeką transportowano drewno i inne towary. Dziś ten obraz wraca w innej formie, ale sens pozostaje podobny. Chodzi o pamięć, rzemiosło i umiejętność pracy z wodą, a nie przeciwko niej.

W tym roku przedsięwzięcie zostało wpisane do Krajowego Rejestru Dobrych Praktyk w Ochronie Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. To ważny sygnał, że flis nie jest jedynie efektowną ciekawostką dla obserwatorów znad brzegu, ale częścią większej opowieści o polskich rzekach i ludziach, którzy wciąż potrafią z nich korzystać z szacunkiem.

Tratwy składane z pięciu części i droga, która nie wybacza błędu

W materiałach przekazanych przez gminę pojawia się też opis technicznej strony takich wypraw. Uczestnicy najpierw sami budują długie tratwy, sięgające blisko 80 metrów, złożone z pięciu części, czyli tafli. Dopiero potem schodzą na wodę i kierują się dalej, w stronę kolejnego portu i kolejnego odcinka Wisły.

To właśnie ten etap najlepiej pokazuje, że flis to nie widowisko z daleka, ale praca wymagająca doświadczenia, cierpliwości i zgrania całej grupy. Jedni patrzą na trasę przez pryzmat tradycji, inni przez technikę i ryzyko. W obu przypadkach chodzi jednak o to samo – o rzekę, która wymaga szacunku i precyzji.

Dla Babic udział Zbigniewa Kaszuby ma jeszcze jeden wymiar. Pokazuje, że pasja jednego mieszkańca może wyjść daleko poza granice gminy i stać się częścią większego, ogólnopolskiego szlaku. A gdy taka wyprawa zaczyna się nad Wisłą i kończy w Gdańsku, łatwiej zrozumieć, że tradycja nie musi stać w miejscu, by pozostać żywa.

na podstawie: UG Babice.