Powiat chrzanowski odwiedza tylko garstka turystów. Ci zaś, którzy już się tu zapuszczają, narzekają na słabą bazę noclegową i gastronomiczną. Statystyki opracowane przez Powiatowe Centrum Informacji Turystycznej nie pozostawiają złudzeń.

Wynika z nich, że od kwietnia do września Powiatowe Centrum Informacji Turystycznej odwiedziło zaledwie 404 osoby.

"Gazeta Krakowska" postanowiła sprawdzić, dlaczego turyści nie zaglądają do Chrzanowa. Zadzwoniliśmy do dwudziestu przypadkowych abonentów z książki telefonicznej. Tylko trzech przyznało, że zwiedziło kiedyś Chrzanów lub okolice. Ani jeden z pytanych nie zatrzymał się jednak tutaj na noc.

- W ubiegłym roku przyjechałam z rodziną na zlot wiedźm i czarownic na zamek w Lipowcu - przyznaje Katarzyna Wąsik z Krakowa. Dodaje, że impreza była przednia. - Córka wzięła udział w konkursie na najdłuższe włosy wśród czarownic. Była zachwycona bo zajęła trzecie miejsce - wspomina. Dorzuca jeszcze, że przy okazji zwiedziła pobliski skansen w Wygiełzowie.

- Miejsce bardzo urokliwe, ale drogie. Pobliska karczma serwuje dania droższe niż w stolicy Małopolski - poskreśla mieszkanka Krakowa. Według niej brakuje konkurencji gastronomicznej.

Szymon Bartosik z Powiatowego Centrum Informacji Turystycznej twierdzi, że większość osób, które zawitały od kwietnia do centrum, to tak zwani turyści tranzytowi, dla których Chrzanów jest jedynie punktem na trasie wiodącej gdzie indziej. Ale jeśli nawet chcą się tu zatrzymać, napotykają problemy.

- Wraz z koleżanką zatrzymałyśmy się w Chrzanowie w drodze do obozu w Oświęcimiu - wspomina pani Monika z Zakopanego. - Koniecznie chciałyśmy zobaczyć klasztor ojców Bernardynów na wzgórzu w Alwerni.

Nie znalazły pensjonatu, więc w końcu taksówką pognały do Oświęcimia.

Pracownicy Powiatowego Centrum Informacji Turystycznej obsłużyli od kwietnia raptem 404 osoby.

Źródło:

tekst: Magdalena Balicka
fot.Magdalena Balicka