W piękne sobotnie przedpołudnie wybrałem się na spacer do znajomych. Trasa do pokonania liczyła kilka kilometrów z osiedla Północ na osiedle Południe w Chrzanowie. Przechodząc przez plac zabaw przy ul. Zielonej natknąłem się na bezpańskiego jak mi się wydawało psiaka. Był bardzo przyjazdny, machał ogonem i zachowywał ode mnie dystans. Sytuacja mnie jednak zaniepokoiła ponieważ jak by nie było jest to miejsce w którym często bawią się dzieci, więc mogły by być narażone na atak czworonoga. Mineło parę minut gdy zorientowałem się, że właściciel z pobliskiego bloku chcąc oszczędzić sobie wychodzenia z domu puszcza wolno zwierzaka po czym głośnym okrzykiem z balkonu woła go do siebie. Podchodzą pod wspomniany balkon z zapytaniem gdzie pies ma smycz o kagańcu nie wspominając? Odpowiedź jest równie krótka jak i szczera - mój pies nie gryzie po czym okno balkonowe się zamyka. Idę dalej dochodzę do parku w Kościelcu. Tutaj sytuacja wygląda o wiele mniej zabawnie niż na wcześniejszym placu zabaw. Kilka metrów obok mnie przebiega przynajmniej 9 psów. Nie zaczepiam ich nie prowokuję, a i one nie zwracają specjalnie na mnie uwagi. Szczekają i biegną dalej w kiedunku osiedla Południe. Tam zaczynają ścigać kota który salwuje się ucieczką na drzewo. Czy wspomniana przezemnie sytuacja nie wydaje się wam conajmniej dziwna?

Przypomniała mi się sytuacja z dzieciństwa kiedy jadąc na rowerze przy wspomnianym placu zabaw spotkałem luźno biegnącego psa w moim kierunku oraz właściciela który krzyczał do mnie - zatrzymaj się on nie gryzie. Wykonałem grzecznie wskazówkę owego pana. Pies do mnie dobiegł, obwąchał po czym najnormalniej w świecie wbił mi swoje kły w nogę. Właściciel widząc co się dzieje poprostu uciekł a chwilę potem i jego pies. Nie miałem telefonu komórkowego bo to nie te czasy. Psa nie sprowokowałem swoim zachowaniem, po prostu stałem, cała sytuacja sparaliżowała mnie do tego stopnia że jeszcze przez chwilę opierałem się o drzewo. Podniosłem rower poszedłem do domu gdzie zostałem zawieziony do szpitala na serię "wesołych zastrzyków". Miałem wtedy 12lat? Dziś mam nieco więcej, i przyznam szczerze że od tamtej pory żaden pies mnie nie ugryzł. Nie wiem, psy albo się do mnie łaszą albo odemnie uciekają. Nic specjalnego nie robię. Cała ta sytuacja przypomina mi się kiedy w mass mediach widzę pogryzione dzieci lub co gorsza zagryzione. Pytam wtedy czy widząc człowieka idącego z psem przez miasto lub osiedle który nie ma kagańca a psa nie prowadzi na smyczy należy odrazu zaatakować i pogryźć? Przypomina mi się sytuacja z przed kilku lat kiedy przy targowisku przy ul. Kusocińskiego do pewnego starszego pana podszedł patrol Policji z pytaniem gdzie pies ma smycz i kaganiec, pan był chyba lekko niewychowany i nieobyty bo zamiast odpowiedzi policjant o mało nie dostał smyczą przez twarz a drugi szarpał się z atakującym go psem. Skończyło się dla właściciela skuciem w kajdanki i wsadzeniem do radiowozu, a dla psa? Nie wiem nie patrzyłem odwróciłem się tyłem idąc dalej i myśąc kiedy wreszcie ludzie się nauczą odpowiedzialności związanej z posiadanego czworonoga.....