Spółka Enion nie zadbała o właściwe utrzymanie słupów i kabli energetycznych, przez co przyczyniła się do powiększenia awarii prądu w Małopolsce. Teraz ma za to zapłacić 1 mln złotych kary. Taką decyzję podjął Urząd Regulacji Energetyki.

Chodzi o sytuację z początku stycznia ubiegłego roku. Powodem mnożących się awarii była szadź i lód na przewodach, które pod dodatkowym obciążeniem szybko pękały. Drewniane słupy energetyczne łamały się jak zapałki, a metalowe nie wytrzymywały obciążenia szadzią i wyginały się niczym z plasteliny. Naprawy wymagało 2 tys. słupów. Sieć niszczyły także upadające konary drzew. Uszkodzenia sieci energetycznej objęły około 25 proc. całego obszaru działania Enionu, czyli Małopolskę i nieduży fragment Śląska. W sumie doszło wówczas do ponad trzech i pół tysiąca awarii. Niektóre trwały nawet 20 dni. Przez blisko trzy tygodnie ludzie nie mieli prądu, choćby mieszkańcy Charsznicy, Wielkiej Wsi, Skały, Gołczy i Jerzmanowic. Najtrudniejsza sytuacja panowała w powiatach: krakowskim, olkuskim i miechowskim. Przerwy w dostawach prądu dotknęły 111 tys. odbiorców!

Nie było jak prać, gotować, prasować, wysiadło ogrzewanie. Bezużyteczne były maszyny potrzebne w gospodarstwach domowych i zakładach pracy. Nie działały piloty uruchamiające bramy wyjazdowe z posesji. Ludzie nie mogli wyjechać autami do pracy. W usuwaniu awarii energetykom pomagali strażacy, a nawet komandosi z "czerwonych beretów". Najbardziej potrzebującym gminom agregaty przekazał wówczas wojewoda. Niektórzy Małopolanie zaopatrywali się w nie na własny koszt. Sami kupowali też do nich benzynę. URE zbadał pracę Enionu w tym czasie, czyli od 1 grudnia 2009 r. do końca stycznia 2010 r. Wnioski są smutne.

- Przedsiębiorstwo nie dołożyło należytej staranności w utrzymanie swoich urządzeń i sieci - wyjaśnia rzecznik URE Agnieszka Głośniewska. - Ponadto w niewłaściwy sposób była prowadzona wycinka drzew, co przyczyniło się do poszerzenia zakresu awarii - dodaje. Jak zaznacza Głośniewska, firma, która jest dystrybutorem prądu, ma obowiązek utrzymania sieci energetycznej w stanie gwarantującym ciągłe i niezawodne dostawy energii elektrycznej. Taki precyzyjny zapis widnieje w prawie energetycznym i koncesji na dystrybucję energii, której udziela właśnie URE.
- Kara jest śmiesznie niska, jak na taką wielką firmę. Pewnie nawet nie zrobi na nich większego wrażenia - uważa pan Rafał, mieszkaniec okolic Ojcowa. Rodzina pana Rafała była rok temu pozbawiona prądu przez 20 dni. - Na szczęście znajomi zobaczyli w telewizji naszą sytuację i przysłali nam agregat prądotwórczy - wspomina pan Rafał.

Czy od ubiegłego roku coś się w rejonie Ojcowa zmieniło? - Słupy zostały wymienione na nowe, ale Enion był do tego zmuszony, bo stare nie nadawały się już do użytku - przyznaje pan Rafał. Większych zmian dotyczących sieci energetycznej w rejonie powiatu miechowskiego nie zauważył z kolei Dariusz Marczewski, burmistrz pozbawionego rok temu prądu Miechowa. Marczewski wątpi, czy milionowa kara odniesie skutek i pozwoli uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. - Wolałbym, żeby ten milion złotych został przeznaczony właśnie na modernizację przestarzałej sieci energetycznej - przyznaje burmistrz. Decyzja URE nie uszczęśliwiła też mieszkańców powiatu olkuskiego i części krakowskiego, którzy byli najbardziej poszkodowani w czasie katastrofy energetycznej. - Ukaranie Enionu nie jest dla nas żadną satysfakcją, a na pewno nie ekonomiczną - mówi Marek Sioła, sołtys Zawady pod Olkuszem. Dodaje, że gdyby za tą karą szła wypłata bonifikat dla poszkodowanych, wtedy sprawa wyglądałaby inaczej.

W powiecie olkuskim w jednej chwili bez prądu było około 50 tys. mieszkańców. Takich, co prądu nie mieli dłużej niż trzy dni ponad 30 tys. Według prawa każdy mógł domagać się odszkodowania za straty, np. rozmrożenie żywności, która nie nadawała się potem do jedzenia. Jednak tylko duże firmy i zakłady pracy zdecydowały się w sądach walczyć o odszkodowania z Enionem. Efektu nie ma. Szary obywatel mógł domagać się także bonifikaty za brak prądu.

W Zawadzie energii nie było trzy tygodnie. Dlatego sołtys Marek Sioła przygotował gotowe wnioski o bonifikatę. Wystarczyło uzupełnić dane i się podpisać. Z tego skorzystało 100 mieszkańców wsi (na 1200 wszystkich wniosków o wypłatę bonifikat złożonych do Enionu). Bonifikaty nie zobaczył nikt. Jak mówi Ewa Groń, rzeczniczka Enion, pieniędzy nie wypłacono, bo nie z winy firmy, ale z powodu tzw. siły wyższej, czyli warunków atmosferycznych nie było dostaw energii. Enion może odwołać się od kary nałożonej przez URE. Ma czas do 21 stycznia.


Wyjątkowo trudne warunki atmosferyczne na długo spowodowały brak dostaw prądu

Źródło:

tekst: M. Gleń, M. Stokłosa, PAP
fot. M. Gleń