Z resztek wyjątkowości pozostało nam kilka śladów, które rozproszone są a to w zabytkach, a to w nazwie lokalnego festiwalu, a to na jakimś gadżeciku promocyjnym gmin. I tyle. "Szału ni ma" - jak często gęsto można usłyszeć. A gdyby tak w stolicy naszego powiatu, w czwartym co do wielkości mieście Małopolski, powstało największe w Polsce i tej części Europy muzeum historii kolejnictwa umiejscowione w okolicach prywatnej i dogorywającej dziś, niestety, firmy, która od 1919 roku mianem „FABryki LOKomotyw w Chrzanowie” się zwała? O samym zakładzie, historii i jego sytuacji obecnej rozpisywać się nie będę, bo wszyscy wiedzą, jak było, a jak nie jest.

Wyobraźmy sobie jednak , że eksponaty z muzeum kolejnictwa w Chabówce trafiają do historycznych hal nowowybudowanego Muzeum Polskiego Kolejnictwa w Chrzanowie. Muzeum znajduje się przy wyremontowanych torowiskach (wierzę, że dożyję ich końca) na trasie Oświęcim-Wieliczka, a także z możliwością dojazdu z przesiadką w Trzebini na trasie Metropolia Śląska-Kraków. Nad promocją i reklamą muzeum pracują najlepsi specjaliści od marketingu kultury, np. ci, którzy w dwa lata z marki „Katowice – miasto kopalni” stworzyli brand „Katowice – miasto ogrodów”. Turyści z Krakowa i Katowic są w stanie z centrum tych dużych miast dostać się nowymi Acatusami do Muzeum w niecałe pół godziny. I przyjeżdżają.

Chrzanowskie Muzeum Kolejnictwa ze swoimi zdobytymi z całej Europy zabytkami „made in Chrzanów” a także „made in Poland” przyciąga codziennie tysiące turystów, którzy zostawiają w mieście sporo pieniędzy przechadzając się z terenu muzeum po wzorowanej na Champs Elysses (kto o tym wie!?) Alei Henryka na Rynek i Plac Tysiąclecia, zahaczając przy okazji o Dom Urbańczyka. Fajnie? Ano fajnie.

Tylko że, aby stworzyć takie Muzeum należałoby zainwestować kwotę, która zapewne stanowiłaby kilkukrotność wydatków samorządu na szkolnictwo w samym Chrzanowie. Takich pieniędzy samorząd raczej nigdy nie znajdzie. Może prywatny biznes? Może, ale tak czy siak, wizja takiego muzeum, to wizja bardzo odległa, bo nikt dzisiaj nie ma „wolną ręką” wydać kilkunastu milionów złotych. Ot, specyfika marzeń – musimy mieć do czego dążyć, bez gwarancji, że cel osiągniemy. Ale marzenia to fajna sprawa.

Adrian Gaj - dziennikarz portalu Chrzanowski24.pl, działacz społeczny, twórca organizacji pozarządowych, miłośnik literatury. Wywalczył zniżki dla licealistów w ZK"KM", stworzył Majową Zbiórkę Książek. Uważa, że nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko takie, za które jeszcze nikt porządnie się nie zabrał.