Na wstępie kolejnej części opowieści „zza wody” chciałbym wyjaśnić moją opinię w kwestii rozwiązań komunikacyjnych w moim angielskim mieście. Być może po lekturze pierwszej części niektórzy z Czytelników nabrali przekonania, że mieszkam w komunikacyjnym raju, a tak wszakże nie jest. Autobusy tutaj spóźniają się, bywa, że któryś nie pojedzie w ogóle. W pojeździe nie panuje sterylna czystość, bo ludzie tu jednak śmiecą. Bardzo. Nie zdarza się jednak, że w pierwszy kurs dnia wyjeżdża autobus ze śmieciami na podłodze i brudnymi siedzeniami. Ponadto, co nieraz było powodem mojej irytacji, bywa że podjeżdżający na przystanek autobus z wyświetlonym napisem „Do centrum” właśnie się od tego centrum oddala.

Nie w tym jednak rzecz. Jestem zdania, że tu gdzie mieszkam, pasażer ma zapewnione niezbędne minimum usługi, pewien europejski standard. Jestem też zdania, że pasażerowi ZKKM w Chrzanowie żadnego standardu się nie dostarcza. Nie tylko europejskiego. Gorzej jest już chyba tylko w tych ubogich krajach, gdzie ludzie jeżdżą nie tylko w autobusach, ale również na nich.

Ale wróćmy do sedna sprawy, czyli obiecanych poprzednio przystanków.

Są one różnorodne. Większe, główne przystanki wyglądają tak:

 

ale są również i takie:

 

 

a nawet takie:

 

zwykle na tego typu przystankach nikt nie wsiada ani nie wysiada. Ale są. Na wszelki wypadek.

Na wszystkich przystankach znajdują się rozkłady jazdy i informacja o tym, że należy zasygnalizować kierowcy zbliżającego się autobusu zamiar wsiadania (tak, w przeciwnym razie autobus się nie zatrzyma. To samo dotyczy wysiadania. Generalnie autobusy zatrzymują się tylko na żądanie). Na bardzo peryferyjnych przystankach (składających się z samego słupka) może zdarzyć się, że nie ma rozkładu jazdy. W takim przypadku jest tabliczka z odpowiednim kodem literowym i numerem telefonu, pod który należy wysłać SMS-a, a w odpowiedzi otrzymuje się informację o 3 najbliższych odjeżdżających stamtąd autobusach.

Na ważniejszych przystankach umieszczone są elektroniczne tablice informujące o godzinach odjazdu kolejnych autobusów i o ewentualnych opóźnieniach:

 

Za utrzymanie i budowę przystanków odpowiada zarząd miasta. W przetargu wyłaniana jest firma, która dostaje długoterminowy (10-letni) kontrakt na obsługę/naprawę. Rozwiązanie chyba uczciwe, jako że z przystanków korzysta wielu przewoźników, mogą pojawiać się nowi i znikać dotychczasowi. Jeśli przystanek jest uszkodzony, można zadzwonić pod wskazany na tablicy numer i podać numer przystanku.

Na koniec ciekawostka, nie związana z autobusami. Coś, co rzuciło mi się w oczy zaraz po przyjeździe tutaj i co fascynuje do dzisiaj :)

Na wszystkich skrzyżowaniach obniżone są krawężniki. Rzecz prosta i genialna. Koszt rozwiązania jest zerowy, a nie trzeba chyba nikogo przekonywać jaką różnicę czyni dla osób na wózkach inwalidzkich, matek z dzieckiem w wózku, rowerzystów.

Druga z rzeczy genialnych w swej prostocie:

są to betonowe płyty z wypustkami ułożone przed przejściami dla pieszych. Po pierwsze zabezpieczają przed poślizgnięciem się i wpadnięciem na jezdnię, po drugie są znakomicie wyczuwalne pod stopami nawet przez bardzo grubą podeszwę buta, a co za tym idzie informują niewidomych i niedowidzących, że znajdują się na przejściu.

 

UPDATE:

miejscowy tabor autobusowy stanowią głównie Dennisy (na zdjęciu), Mercedesy i Volvo. Poniżej typowy lokalny autobus, na zdjęciu widoczne tylne drzwi ewakuacyjne.

 

Mamy też nostalgiczne "piętrusy":

 

 

 

 

A czy coś stoi na przeszkodzie, aby przewoźnik świadczył usługi czymś mniejszym, tam gdzie nie opłaca sie użyć czegoś wiekszego???

Ależ skąd:

Behemot (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. )