Jestem zwolennikiem spontanicznej turystyki, czyli realizacji nie zaplanowanych wcześniej celów. Nie mając zazwyczaj wiele czasu na poświęcenie się swojej pasji wybieram długie dystanse - by zobaczyć więcej. Wiele osób zarzuca mi, że "w biegu" to nie to samo. Osobiście uważam inaczej ;)

Pogoda obecnie nastraja do podziwiania widoków, drzewa powoli zmieniają kolory na złote, czerwone, liście opadają. W połączeniu z idealnie "niebieskim" niebem tworzy to niezapomniane widoki. Jak złota jesień to najlepiej w górach.

Mimo wszystko mam wrażenie, że w tym roku jest zdecydowanie zimniej niż w latach wcześniejszych podobnego okresu. Nie znalazłem chętnych na kolejną spontaniczną wycieczkę rowerową wymyśloną niedzielnego ranka.

Start więc samotnie na rowerze w okolicach 11:15 z Trzebini. Jak na razie bez celu w stronę Wadowic.

W centrum jeszcze raczej wakacyjny nastrój.  5 minut na posiłek i czas w drogę.

Tydzień wcześniej również sam kawałek za Wadowicami (Świnna Poręba) wjechałem na szlak terenowy zielony, którym to zajechałem na Groń Jana Pawła, następnie czerwonym na Leskowiec by zjechać czarnym szlakiem pieszym w Rzykach i przez Andrychów wrócić do domu.  Niestety ze względu na brak przy sobie jedzenia, napojów i pieniędzy (skleroza ;) przypłaciłem to wstępem do odwonienia. Na nie wiele zdała się woda ze "źródełka". Lekko ponad 100 kilometrów by kompletnie wyczerpanym dotrzeć do domu.

Tym razem byłem bardzo dobrze wyposażony, między innymi w ocieplacze na buty rowerowe więc kilka podejść po kamieniach jakie trzeba pokonać wyżej wymienionym szlakiem odpadało.

Po 30 kilometrach trafiłem więc na rynek w Suchej Beskidzkiej. Drugi posiłek, chwila zastanowienia i w drogę. Za Makowem Podhalańskim odbiłem na Zawoję. Cel stał się już dla mnie jasny - zobaczyć Tatry :D

Około 14:30 będąc w centrum Zawoi zadzwoniłem do Łukasza by zapytać jak się stamtąd wydostać - na przykład do Korbielowa. Niestety kawał drogi przez Słowację odpadał.

Podjazd na Krowiarki nie należy do najprzyjemniejszych ;) Stroma i kręta droga prowadząca na przełęcz położoną na wysokości 1010 metrów nad poziom morza daje mocno w kość. Na górze przy tej pogodzie lepiej ubrać czapkę i kurtkę bo na zjeździe można zamarznąć przekraczając 60km/h.

Pamiętam jak w sierpniu szliśmy ten odcinek na nogach - nigdy więcej, rowerem to kilka minut. Widok na Babią Górę z Zubrzycy Dolnej. Tutaj porządny postój i porządny posiłek. Trasa powrotna zapowiada się jeszcze ciekawiej a najbardziej oczekiwane widoki dopiero z  przodu!

Zazdroszczę mieszkańcom Jabłonki i okolic. Podziwiają Babią Górę w pełnej okazałości. A..

Wystarczy, że się obrócą i patrzą na Tatry! Zdjęcia i tak nie oddają widoku na żywo.

110 km do domu, czas wracać bo robi się ciemno. Kawałek drogą nr 7, w Spytkowicach obicie na Jordanów i jak wcześniej przez Maków Podhalański, Suchą i Wadowice do domu. W domu około 21. 0 stopni na zewnątrz. Wniosek: w październiku wyjeżdżać wcześniej ;)

Dystans łączny: ok 215 kilometrów.  Czas łączny: ok 10 godzin (z postojami). Dokładnych danych brak (nie używam licznika).

Przebieg trasy w Google Maps (mniej więcej)

Porady praktyczne:

  • ubiór poza standardowym strojem kolarskim: ocieplacze na buty rowerowe, rękawiczki, doczepiane nogawki i rękawki, czapka zimowa, dwie kurtki rowerowe: pierwsza przejściowa, po zmroku cieplejsza (obie nie przepuszczające wiatru), koniecznie okulary przeciwsłoneczne.
  • jedzenie i napoje (poza standardowymi kanapkami) : ciastka czekoladowe, batony, słodkie napoje (woda z miodem, cola), banany, bułki z kiełbasą wiejską ;)
  • jak najmniejszy i najlżejszy plecak rowerowy (mój ma 8 litrów)
  • trasę pokonałem rowerem MTB na oponach górskich szerokości 1.9 cala, lepiej zamontować opony typu slick ("łyse", do szerokości 1.5 cala)

 

Kto chętny na następny weekend? Cel: Skrzyczne.

Komentarze   
0 #1 Krzysio 2010-10-10 21:17
Podziwiam ja dzisiaj rowerkiem tylko 45 km z młodzieżom od żony z gimnazjum . W w Tatrach to byłem wczoraj i i mimo wcześniejszen ocnej imprezy wędrowało sie super z buta.
Cytować
0 #2 Paulina Sobieraj 2010-10-10 21:51
Niezła trasa, z pięknymi widokami i przez śliczne rejony:-).


A ja rowerem dzisiaj przemierzyłam z ...

jednego kąta w piwnicy do drugiego:-). Rowerem to mogę zwiedzać lokalną okolicę - ach! ta kondycja (a raczej jej brak).

Wolę spacerki na piechtę, rodzinnie, z pieskiem. W pobliżu... Bo dalej to autkiem i w nogi:-).
Cytować
0 #3 Teresa Mak 2010-10-10 22:09
Mój mąż też jest takim rowerowym pasjonatem.Wcze śniej nie rozumiałam tego ,teraz cieszę się razem z nim gdy opowiada swoje przeżycia z wypraw rowerowych.Fajn ie jest mieć swoje ulubione zajęcie.
Cytować
0 #4 ADAMUS 2010-10-10 23:06
Naprawdę podziwiam, tyle kilosów w jeden dzień na rowerze w dodatku w pojedynkę, RESPECT8)
Cytować
0 #5 tomasz jeska 2010-10-11 00:36
Dzięki za dobre słowa :-) To kto jedzie na Skrzyczne? ;-)

Musiałem być jeszcze mocno zmęczony jak to wcześniej pisałem, czytam ponownie i widzę, że strasznie to nie poukładane i jakieś takie nieskładne :P
Cytować
0 #6 ADAMUS 2010-10-11 14:12
Ja jadę na Skrzyczne ale jak śniegiem sypnie żeby pojeździć na nartach ;-)
Cytować
0 #7 Janek 2010-10-14 21:37
Dla tych co by chcieli polatać nad Tatrami to w Nowym Targu jest lotnisko aeroklubowe (EPNT) a dokładnie po 2 stronie pasma jest lotnisko Poprad-Tatry. Nad samymi Tatrami mamy obszar zamknięty na FL o ile dobrze pamiętam 0 do 6600ft. Oczywiście nad częściami TPN podwyższony jest do FL100. W każdym razie Tatry z lotu ptaka pyrkając sobie Wilgą wyglądają też zacnie ;-)
Cytować
Dodaj komentarz
Komentarze nie odnoszące się bezpośrednio do treści artykułu, obraźliwe, nieprawdziwe oraz niezgodne z prawem, reklamowe publikowane bez zgody wydawcy mogą zostać usunięte przez administrację. Komentarz osoby niezalogowanej, który zawiera link/i jest zatwierdzany ręcznie przez administrację.