Afery z udziałem Nikolasa Sarkozyego "Wielkiego" Wodza Unii Europejskiej i Francji przeszły oczekiwania samych na nim mścicieli. Pomijając aferę z ujawnieniem, że jego syn w bardzo młodym wieku był na wysokim stanowisku w dzielnicy w której takie stanowisko zdobywa się latami. Również pomijając fakt, że Sarkozy agresywnie i niedemokratycznie naciskał na podpisanie nielegalnego i nie mającego mocy prawnej Traktatu Lizbońskiego, który jest wydrukowanym bezwartościowym bublem na papierze i który musiał powstać z 44 hektarów wyciętych lasów w Afryce, a w jego miejsce zamiast inny las, powstały uprawy na biopaliwo, które rzekomo miało chronić środowisko, a zanieczyściło je jeszcze bardziej. Nikolas Sarkozy znowu przegrał, bo już raz wyborcy napsuli mu krwi jego podobizną nakłuwaną szpilkami w praktyce czarnej magii zwanej Voodoo. Tym razem Sarkozy przegrał walkę o podatek węglowy, który chciał narzucić Francji. Podobno nadal się nie poddaje. Nikolas Sarkozy mianowicie walczy z ociepleniem klimatu, ale nie walczy z wielkimi korporacjami o lasy w Afryce, lecz walczy z biednymi ludźmi.

Sarkozyemu musiało uderzyć do głowy CO2 z mineralnej na jakiejś konferencji dotyczącej limitów tegoż gazu, ale tym razem ma jeszcze większy problem, bo obecna zima okazała się najsroższa w tym wieku, a Bałtyk zamarza jak za dobrych czasów średniowiecza.

CO2 w głowie Sarkozyego zrobiło swoje, a mróz dokończył dzieła. A gdyby nie zadzierał z wyborcami nie znalazłby się na celowniku czarnej magii. Zapewne teraz drży z zimna, a jeśli ma trochę wstydu to drży także z powodu ogromnej kompromitacji z powodu straszenia ludzi ociepleniem klimatu. Opętany zyskiem z haraczu ściąganego z biednych ludzi długo nie zagrzeje miejsca.

Jeśli wspomnieć szczepionki przeciwko świńskiej grypie, które zakupił i teraz może je sobie sam wstrzyknąć to ma przerąbane, bo w końcu igły wyborców go dopadły.

W Polsce tym, którzy przeszli na „ekologiczne” systemy grzewcze odmarzają właśnie palce, bo dali się omamić przez rzekomych obrońców środowiska, a zapomnieli, że właśnie takim należy najmniej ufać, gdy oferują zamiennik ogrzewania opartego na grawitacyjnym obiegu wody w dodatku strasząc podatkiem od CO2 i karą od spalanych śmieci.

Gdy tylko zabraknie tego rzekomego, a właściwie pseudoalternatywnego źródła energii, nagle piszczą z zimna i płaczą, że mróz rozsadzi instalację, a co najgorsze drogi piec. Nie przyszło im do głowy, że ekogroszek, czy jeszcze inny twór może przestać być produkowany, a prąd potrzebny do zasilenia takiego pieca może w zimie zostać odcięty.

Wierzcie dalej komunistom przebranym za waszych zbawców i troszczących się o klimat politykom. Każdy kto pod pretekstem słusznej sprawy chce nałożyć na zwykłych obywateli jakiś haracz musi być, albo głupcem, albo zdrajcą.