Drogie i Drodzy, dziś co prawda wieczorową porą, ale jak zawsze żenująco, nieprawdziwie i grafomańsko o ziemi rzodkiewkowskiej. Jak dowiaduję się z listów moich kolegów "z branży" (piszcie więcej i częściej!) "niszczę standardy", "zdradzam" i "opisuję nieprawdziwe rzeczy", które próbuję zrobić "aferkami w tym ścieku". No tak, moi przyjaciele, jak zwykle macie rację.

Bo przecież układ jednej z bardziej wpływowych dziennikarek ziemi rzodkiewkowskiej z jednym z najgorszych burmistrzów dotyczący „zawieszenia broni” w trakcie najbliższych kilku miesięcy w zamian za posadę wiceburmistrza dla jej męża to żadna afera. To, jak ujął jeden z moich czytelników pod jednym z wpisów, a prywatnie pracownik Wesołego Domku, „normalna rzecz przed wyborami”. Zupełnie normalna. Żadna to afera.

Nikt nie rzeknie, że nie wpisanie swoich zarobków z Wesołego Domku do jakiegoś tam bele papieru to jest problem. Jaki tam problem, zwykłe niedopatrzenie, kto tam czyta w Internecie tego typu dokumenty? Że co najmniej kilkadziesiąt osób z Wesołego Domku o tym wiedziało, a nikt nie pisnął słówka, mimo, że to „niedopatrzenie” zagrożone jest postępowaniem służb pilnujących Prawa Księgi? Co z tego, ważne, że wszyscy tacy lojalni, że wyrozumiali, bo rozumieją, że ktoś dwa lata z rzędu może nie mieć ochoty takich głupot wypisywać. A „po ojcowsku” porozmawia z tym Panem Wysoko Postawiony Pracownik Domku. I wystarczy, przecież to zupełnie normalne. Żadna to afera.

Tylko źli lub niegodziwi mogliby stwierdzić, że chlanie za pieniądze mieszkańców Kopalniąża jest czymś niewłaściwym. Przecież to nowa świecka tradycja, to kultywowanie najlepszych szlacheckich zwyczajów. Suto zastawiony stół i wiele gorzałki, któż jest na tyle obłudny, żeby to wypominał? Chyba tylko Ci parszywi abstynenci, co się na samorządzie nic a nic nie znają! A że chlanie ujawnia wielokrotny uczestnik i organizator podobnych biesiad, samemu się tym podkopując? Oszalał? Nieeee… po prostu bardzo już nie lubi Szefuncia w Kopalniążu. I na pewno jest wyrodny i niewierny. Bo takie rzeczy żeby mówić, kiedy było tak normalnie, fajnie i za darmo? Żadna to afera.

Musiałby być czepialskim ten, kto zechce poddać w wątpliwość kompetencje Prezesa. Bo Prezes już pod sobą ludzi „mioł” i Prezes rządzić „umi”. Nieważne czy jakimś wielkim wyrobiskiem, czy rozkładem wagoników na ziemi rzodkiewkowskiej. Liczy się to, że ma chęci, pić potrafi i sztamę trzyma ze Stryjaszkiem i Szefunciem. Przy okazji pieniądze suto do kiesy wpadają, a Prezes co rusz w mediach rzuca sumami, które „som wyliczył”. „Som” też wylicza budżet, a liczyć akurat budżet to on potrafi tak, by nikt nie był stratny. Znaczy, żeby żaden pracownik nie był stratny. Bo pasażer wagonu to może, po co mu zyski. Przecież Prezes jest doświadczony w troszeczkę innej branży. To normalne. Żadna to afera.

Drogi i Drogie, miałem zacząć wpis cytatem z pewnego przemówienia, które zmieniło Amerykę. Ale nie napiszę „I have a dream…”, bo to raczej koszmar. I ciężko mi się z niego wybudzić.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.