Wiecie co? Miałem kilka dni temu sen. Podzielę się nim z Wami.

Śniłem o mieście, na poły baśniowym, na poły realnym. Nazwijmy je Wirdżinią, choć ze Stanami Zjednoczonymi niewiele ma wspólnego. Jest miasteczkiem poprzemysłowym, niegdyś słynęła z wielu zakładów przemysłu ciężkiego. Obecnie ostały się w niej może ze trzy, które i tak ledwo co zipią. Mimo doskonałego położenia, jednego z większych węzłów kolejowych i olbrzymiego potencjału bezrobocie, bieda i niewykorzystane szanse zżerają ją każdego dnia. Miastem zarządzała, a właściwie administrowała ekipa Wesołego Domku, bo taka nazwa widniała w moim śnie nad urzędem, w którym majestatycznie zasiadał Stryj Gospodarz - szef wszystkich szefów. Osoba to zacna, znana z uczuciowości i dobrego serca, administrowała miastem od lat kilkunastu. Nikt nie narzekał, mimo, że Wirdżinia stała w miejscu ze wszelkimi inwestycjami. Dlaczego nikt nie narzekał? Bo każdy ewentualny narzekacz był szybko "pacyfikowany" ciepłą i dobrze wynagradzaną posadką w Wesołym Domku. A to zajmował się kuchnią, a to łazienką, zdarzało się nawet, że miał do dyspozycji własny stolik, na którym mógł pisać co tylko wymyśli, bo i tak nikt kontroli papierów, a tym bardziej zasadności zatrudnienia w Wesołym Domku nie sprawdzał. Lokalne pismaki, mimo bardzo nieprzychylnego stosunku do całej ekipy i mimo kilku atakujących nieróbstwo Stryjka tekstów nie potrafiły w sposób skuteczny zmienić tej sytuacji. Sielanka Wesołego domku trwała więc i trwała pod czujnym, majestatycznym okiem Stryja Gospodarza.

Zbliżał się jednak czas Starcia. Starcie, zapowiadane w mediach na listopadowy dzień zaczęło trochę martwić Stryjka i Wesoły Domek. Bo oto pojawili się ludzie, którzy sielankę mogli zakłócić. Najsmutniejsze było to, że jednym z owych "zakłócaczy" miał być były pracownik Wesołego Domku - hrabia d'Buffon, który pokłóciwszy się ze Stryjkiem, w mediach zapowiedział, że chce stanąć na czele Wirdżini i zrobić tam porządek. Choć wszyscy wiedzieli, że porządku nie zrobi, a jego ego przerasta niejeden biurowiec, on twardo kreował się na prawdziwego zbawiciela Wirdżini. Drugim zagrożeniem, chyba nawet bardziej niebezpiecznym, był Mistrz Bierek, dotychczasowy zarządca ziem, na których Wirdżinia się znajdowała. Mistrz Bierek, choć czarujący, miły w obyciu i słynący ze swojego niezdecydowania zagrażał Stryjkowi analitycznym umysłem, który doprowadził go już do pozycji Administratora. Stryjek rozpoczął z całym Wesołym Domkiem narady, co zrobić, by Ci dwaj odszczepieńcy na czele domku nigdy nie stanęli.

Stryjek przed Starciem czuł się w miarę silny, ale wiedział, że wystarczy jedna, mała wpadka, jakieś niedopilnowanie, by któryś z jego konkurentów pokonał go o ułamek. Aby nie ryzykować postanowił użyć swoich talentów negocjacyjnych. Wezwał przed swe majestatyczne oblicze Dziennikarkę Szefową Pismaków i męża jej - kierownika w pobliskim Rzodkiewkowie. Gościom Stryjek zaczął opowiadać o swoich niedolach, napomknął o wieku, małym zmęczeniu i zasugerował, że potrzebowałby nowego zastępcy, gdyż Wesoły Domek należy w pewien sposób przemeblować, pozbywając się także jednego z bliskich współpracowników, który w ocenie Wujka stał się podejrzany. Otwartym więc tekstem w pewnym momencie rzucił, że widziałby dotychczasowego kierownika w Rzodkiewkowie w roli swojego zastępcy, oczywiście po zwycięstwie w Starciu. Jednak by to Starcie wygrać, niezbędna mu jest pomoc ze strony Dziennikarki Szefowej Pismaków, bo nie lubi czytać złych rzeczy o sobie, a takowe mogłyby mu zaszkodzić w walce z d'Buffon'em i Mistrzem Bierek. Targu dobito. Lokalne Pismaki zamilkły w krytyce...

... i wtedy budzik kazał mi wstać do pracy. Nie zaprzątałbym Wam głowy moim snem, gdyby nie to, że w tej pracy o śnie sobie przypomniałem kiedy jedna z moich koleżanek opowiadała mi "najświeższe plotki".  I ręce mi opadły.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.