×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 96

Pisałam ostatnio o ulicy B. Głowackiego

Parę dni po opublikowaniu mojego wpisu i zdjęć na ulicy Głowackiego pojawiły się takie oto znaki drogowe (może to tylko zbieg okoliczności):


Postawienie znaków zakazu ruchu nie rozwiązuje  problemu, tą drogą przemieszczają się też rowerzyści, w tym osoby starsze. Oznacza to, że zgodnie z przepisami drogowymi nie mogą od teraz tamtędy jeździć, czyli  żeby zrobić zakupy w sklepie muszą jechać  główną drogą na której panuje duży ruch.  
Starszy mężczyzna skarży się na takie traktowanie obywateli: do tej pory z trudem ale omijając dziury mogłem tędy jeździć, a teraz na stare lata mam jechać główną drogą, nie dość, że dalej to jeszcze mam narażać swoje życie na niebezpieczeństwo! Działkowicze mający ogródki działkowe w tym miejscu zastanawiają się jak mają dojechać do działki i gdzie mają zaparkować swoje samochody. Może mają dojeżdżać od ulicy Kopernika?, od tamtej strony nie ma znaków zakazu ruchu. Czyżby jakieś przeoczenie? Napotkani ludzie w sklepie nadal narzekają na drogę i wyśmiewają się z ustawionych znaków.

Oczywiście nikt znaków nie przestrzega.
Jest jeden bardzo ważny argument aby tą drogą, pod warunkiem, że odpowiednią,  mogły jeździć samochody, stanowi ona bardzo dobre połączenie ze szpitalem, karetki pogotowia omijając korki w mieście czy zamknięty przejazd kolejowy przy ulicy Słowackiego szybciej mogą dotrzeć do potrzebujących pomocy. Sąsiednia ulica Waryńskiego jest za wąska i niebezpieczna dla coraz większego  ruchu. Mieszkańcy mają nadzieję, że władza w mieście w najbliższym czasie rozwiąże problem ulicy Głowackiego.

Komentarze   
0 #1 Krzysio 2010-10-02 02:21
kiedyś były plany ukończyć asfalt na tym odcinku ale na przeszkodzie stoi jakas jedna działka prywatna :sad:
Cytować
0 #2 rudy 2010-10-05 01:50
Ta działka prywatna jest na jednym zdjęciu (nie napisze która). Co do naszych trzebińskich drogowców, to ostatnio przechodzą sami siebie, na tej samej ulicy kilka dni temu, na mocnym deszczu "łatali" wyimaginowane dziury (nie licząc działek, ul. Głowackiego nie wymaga szczególnych napraw), sama procedura wyglądała tak: wycięcie asfaltu w miejscu gdzie dziury nie ma(może drogowcy mają bardziej wyczulony wzrok niż zwykli ludzie i dostrzegają to czego my nie widzimy), pozostawienie wycięcia na kilka godzin, do momentu aż deszcz zalał je całe, rzucenie asfaltu na zalane wycięcia i uklepanie go byle jak, byleby nie zmoknąć od padającego deszczu. Oczywiście w procedurze uczestniczyło całe stadko robotników, z czego pracowało tylko dwóch (no ale każdy zainkasuje pewnie pieniążki od roboty). "Dziurę" załatali "na odwal się", nie osuszając z wody, ani nawet nie starając się odpowiednio nałożyć asfaltu. Wnioski są takie, że gdy przyjdzie zima, i temperatury 10-20 stopni poniżej 0, to te przewspaniałe łaty po prostu rozsadzi, a drogowcy przyjdą za rok i naprawią dziury, które sami tworzą, inkasując przy tym kolejne pieniążki.
Cytować
Dodaj komentarz
Komentarze nie odnoszące się bezpośrednio do treści artykułu, obraźliwe, nieprawdziwe oraz niezgodne z prawem, reklamowe publikowane bez zgody wydawcy mogą zostać usunięte przez administrację. Komentarz osoby niezalogowanej, który zawiera link/i jest zatwierdzany ręcznie przez administrację.