Za oknem totalna beznadzieja. Gdzie polska, złota jesień? Cud, że nie pada bo byłoby jeszcze bardziej depresyjnie. Dzień jest stanowczo zbyt krótki, a brak słonecznej pogody sprawia, że na nic nie mam ochoty. Zmiana czasu na zimowy, jak co roku wywołała u mnie frustrację.

W okresie jesienno-zimowym poziom mojej irytacji  beznadzieją otaczającego mnie świata osiąga często  apogeum i tak stało się właśnie dziś.

Dzień jak co dzień. Od 9 do 17:30 na uczelni z długa przerwą na obiad. Późnym popołudniem pierwszy raz w tym semestrze zawędrowałam na fakultet o wdzięcznej nazwie "Filozofia i psychologia miłości". Tematyka znana każdemu w takiej, czy innej formie ale jednak.  Prowadzący poruszył problem zdrady próbując wyjaśnić nam dwa zupełnie odmienne rozumienia tego terminu- z punktu widzenia kobiety oraz mężczyzny.

Tak więc na fakultecie dowiedziałam się, że mężczyźni i kobiety różnią się ( prawda, że odkrywcze? ). To zróżnicowanie dotyczy również spojrzenia na zdradę.

Prawdą jest, że sfera emocjonalna kobiet determinuje sferę seksualną. My po prostu łączymy miłość z popędem i pożądaniem. Bez miłości trudno nam wskoczyć facetowi do łóżka, choć oczywiście zdarzają się panie, którym to nie przeszkadza. Dlatego też by kobieta zdradziła, najczęściej musi zakochać się, czy zauroczyć w innym.

A jak to jest z panami? Dowiedziałam się od wiekowego pana profesora, iż dla mężczyzny stosunek seksualny z inną kobietą to nie jest zdrada.  Dlaczego? Ponieważ on nadal kocha żonę, a panią sąsiadkę czy koleżankę z pracy uznał tylko za " nic nieznaczący incydent". Podobno faceci rozdzielają miłość od popędu i nie potrafią zrozumieć, jak dla ich żon seks z inną może stanowić aż tak wielki problem. Zdrada w ich rozumieniu nie ma wielkiego znaczenia.

Oczywiście na sali zawrzało po wypowiedzeniu przez profesora tych mądrości. Dodam, że na wykładzie było około 60 kobiet i może 5 facetów z prowadzącym włącznie więc było gorąco. 

Czyli co? Jeśli mój przyszły mąż prześpi się z inną kobietą powinnam mu wybaczyć, bo to tylko biologiczny popęd? Bo on jej nie kochał tylko "zew natury" nakazał mu zdobyć tę samicę?( tak to tłumaczył profesor) Wydaje mi się, że to już jest popadanie w jakieś absurdy. Mamy XXI wiek? Mamy. Inteligencja ludzi (mężczyzn) przewyższa tą, która posiadali nasi przodkowie? Przewyższa. Dlaczego więc mamy wybaczać zdradę? Czy dorośli faceci nie potrafią zapanować nad swoimi popędami? Wybaczcie panowie, ale jak dla mnie ta teza jest urwana z choinki. Wynika z tego, że otaczają mnie potencjalne ogierki rozpłodowe, które jak tylko zwąchają okazję ruszą by zdobywać i zaliczać, a kobietom pozostaje tylko czekać i wybaczać ich zwierzęcą naturę. 

Jeśli tak ma wyglądać przyszłość związków to ja chyba nie chcę doczekać czasów, gdy takie uzasadnienia staną się  powszechną normą społeczną.  Dla mnie zdrada to zdrada.

Spójrzmy na to z drugiej strony. Jak mężczyźni zapatrują się na zdradę swoich żon?

Co, jeśli wasza kobieta przyszłaby pewnego dnia i oznajmiła: "Kochanie zdradziłam cię, ale to nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia. Nie kocham go, chcę być tylko z tobą".  Czy mężczyźni, którym należy się wybaczenie z powodu rzekomo biologicznych uwarunkowań potrafiliby żyć dalej z taka kobietą?

Mogę jedynie domyślać się, że zdrada czysto fizyczna byłaby chyba dla mężczyzny straszną ujmą, bo skoro  żona uprawiała seks z innym to chyba mąż nie spełniał jej oczekiwań. Jeśli czytają to jacyś mężczyźni to czekam na wasze opinie. Jak to z wami jest, czy zaliczacie się do kategorii ogierków rozpłodowych kierowanych przez biologie, czy może dla was zdrada nie ma usprawiedliwień?

Pozdrawiam,

A.

 

Znalezione w sieci:

"Z badań wynika, że ponad połowa [mężczyzn] zdradziła, bo szukała nowych i ekscytujących doznań, a także chciała udowodnić sobie, że jest w stanie zadowolić więcej niż jedną kobietę. Aż 28% facetów zdradziło podczas upojenia alkoholowego, a 11% zrobiło to dla zabawy, mimo, że są szczęśliwi w swoich związkach, jednak kobieta, z którą cudzołożyli była bardzo pociągająca i sama namawiała do tego czynu."