„Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”, stare przysłowie, a jakże aktualne w naszym powiecie. Takich szlachciców równych wojewodzie mamy w naszych miastach bez liku, a moje osiedle na którym się wychowałem i mieszkam – Północ powinno być eksporterem takiej szlachty na rynki Azji. Nigdzie bowiem tak wielu nie było terroryzowanych przez tak niewielu.

Dla tych, którzy nadal nie wiedzą o czym będzie mój dzisiejszy wpis – zaproszenie. Przejdźcie się, Drodzy Czytelnicy, na osiedle Północ i zobaczcie czego jest tam najwięcej. Boisk? Nie. Placów zabaw? Pudło. Może więc kortów? Także błąd. Otóż najwięcej jest najróżniejszego typu trawniczków, skwerków, ogródeczków i innych jakże niezbędnych przeszło dziesięciotysięcznemu osiedlu ozdób, a przy każdym wywieszona jest tabliczka „zakaz gry w piłkę”. Ta tendencja niebezpiecznie rozpełzła się po innych osiedlach w Chrzanowie, a i pewnie w całym powiecie.

Krótki powrót do przeszłości – jeszcze 15 czy nawet 10 lat temu moim jedynym problemem gdy wychodziłem na pole (tak, na pole, bo jesteśmy w Małopolsce!), było to, czy mamy wystarczającą ekipę, aby pograć w piłę (w różnych odmianach, choć najpopularniejsza, co oczywiste, była wersja kopana). Dziś ośmioletnie dzieciaki raczej z trudem dostają się na superpopularnego Orlika, a jeśli już, to po wcześniejszym zapisie (na konkretne godziny), co oczywiste przy takiej popularności tego obiektu. Tak, niczego Północ nie potrzebowała bardziej, niż nowego boiska. Bo wszystkie inne, te większe i mniejsze, oficjalne i prowizoryczne, zniknęły (z wyłączeniem boisk przy szkołach. Betonowych). To samo zresztą stało się z piaskownicami i małymi placykami – zastąpiły je wbite przez najróżniejsze wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie zakazy lub parkingi.

Orlik nie zaspokoi potrzeb dzieciaków z całej Północy, a cóż mówić o pozostałych osiedlach, które często boisk, nawet przyszkolnych, nie mają w ogóle. Mają za to liczny złom, wbity po interwencji starszej sąsiadki (choć wiek akurat w tym przypadku to nie reguła, bo osobiście znam dwudziestoletnich i trzydziestoletnich wiecznych malkontentów). „Bo głośno”, „bo krzyczą”, „bo piłka wpadła do ogródka”, „bo połamali krzaki”, „bo trawa nie rośnie pod blokiem” – wieczne, irracjonalne narzekania, sprawiające, że pod wpływem ostrego lobbingu „narzekaczy” na radach osiedli i wspólnot zakazy gry w piłkę (nieodwołalne!) rosną jak grzyby po deszczu. I dzieje się to na osiedlach liczących po kilka tysięcy ludzi, z setkami dzieciaków, w sporym mieście. „Narzekacze” chcą tu mieć oazę, krzaczki, trawkę (żeby piesek miał gdzie zrobić kupkę), jakieś roślinki. „Żadnych dzieci, dzieci niech siedzą w domu, przed komputerem. Teraz możemy ich spacyfikować, mają po 8-10 lat nie postawią nam się, a my im zakażemy gry w piłkę, będzie cicho.” Rodzice nie zareagują, bo są w pracy. Tylko nikt nie pomyśli, że jeśli kilkuletnie dziecko nie nauczy się, że swoją energię może wyładować w zdrowy sposób w rywalizacji sportowej (co na szczęście dzieje się na Orliku), to nauczy się ją wyładowywać w inny sposób. A wtedy takiemu piętnastoletniemu wyrostkowi sąsiadka - szlachcianka, wbijająca zakaz na trawniku pod blokiem kilka lat wcześniej, uwagi już nie zwróci, bo się boi.

I nikt nie przekona mnie, że krzyki dzieciaków kopiących piłkę pod blokiem, zniszczone trawniki, a nawet połamane krzaki czy zdeptane ogródki pod blokami naszych miast są gorsze i bardziej uciążliwe niż siedzącą przed komputerem, lub od najmłodszych lat zabawiająca się z alkoholem i papierosami nastoletnia młodzież. Dlatego warto apelować do rodziców, by potrafili przeciwstawiać się terrorowi „osiedlowych uciszaczy” niezależnie czy mieszkają w Chrzanowie, Trzebini czy Libiążu. Rodzice, w imieniu swoich dzieci, mogą także wstawić się na zebrania rad osiedlowych,wspólnot, spółdzielni i żądać zakazu zakazywania. A jeśli ktoś nie chce krzyczących dzieci pod oknami? Nie pamięta wół jak cielęciem był (lub cielęta miał). A miejsce wołów jest na wsi. Najlepiej w okolicach Puszczy Białowieskiej, bo tam na pewno nikt w piłę pod oknem grał nie będzie. A wiewiórkom zakaże się skakania po drzewach. Metalową tabliczką. Jednogłośnie.

Adrian Gaj - dziennikarz portalu Chrzanowski24.pl, działacz społeczny, twórca organizacji pozarządowych, miłośnik literatury. Wywalczył zniżki dla licealistów w ZK"KM", stworzył Majową Zbiórkę Książek. Uważa, że nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko takie, za które jeszcze nikt porządnie się nie zabrał.