Drogi Trollu,

Piszę do Ciebie list trochę z inspiracji, trochę z potrzeby. Mam nadzieję, że jesteś dziś w pełnym zdrowiu, masz rumiane lica i jesteś w stanie przebrnąć treść „moich grafomańskich wypocin”, które Ty, biedny, zmuszony jesteś czytać co tydzień. Bo jak wiadomo, nakaz czytania tekstów z tego portalu jest przymusem konstytucyjnym, a Ty, ofiara tego systemu, musisz swój protest wyrażać  w komentarzach. Mamy w końcu demokrację, nie?

Nie traktuj tego listu osobiście, tak jak nie traktuję go i ja – w końcu konwencja tego wpisu i jego forma sugeruje pewną umowność przekazu.  Nie piszę też go ja, jako ten facet ze zdjęcia pod wpisem, piszę go jako osoba, która co jakiś czas stwarza teksty dłuższe niż dwa-trzy zdania komentarza. I robi to pod nazwiskiem, biorąc pełną odpowiedzialność za to, co stworzył. Piszę także w imieniu tych, których codziennie opluwasz w polskim necie. Bo się „nachapali”, bo coś osiągnęli, bo o coś walczą, bo coś napisali. Bo im się udało, odnieśli jakiś sukces, obojętnie jaki i w dowolnej dziedzinie. Ale się wychylili, czyli trzeba ich opluć, zgnoić, zgnieść. Bo nie może być tak, że Tobie się nie udało, innym tak. Ma być równość, co nie?

Nie wiem czy wiesz, ale wielu ludzi pisało już o Tobie, że tylko w necie możesz być bogiem, na wszystkich podnosisz nogę i załatwiasz tę sprawę jak pies. Jesteś obiektem stałych dysput w redakcjach całej Polski, a pewnie i świata. Piszą o Tobie wielcy i mali publicyści, ostatnio nawet ksiądz Boniecki poświęcił Ci cały tekst, którego pewnie i tak nie przeczytałeś. Nie mniej wiedz jednak, że jesteś w centrum uwagi. A o to chyba chodzi, prawda?

Oczywiście piszesz co piszesz z różnych powodów. Tych medycznych nie wskazuję, bo i średni autorytet ze mnie w dziedzinie medycyny. Nie znam się na wszystkim, tak jak Ty. Powody polityczne? Na lokalnych portalach oczywiste i łatwe do zdemaskowania, jeśli tylko wie się, kto w co i z kim gra. I nieważne, czy pluje na swojego szefa pełniąc jednocześnie ważną funkcję u jego boku, czy atakuje bez pardonu ludzi, z którymi po południu spotyka się, aby uzgodnić wspólne głosowanie. Ot, polityka w całej Polsce pełna jest najróżniejszych „@ndrzejów”, „Stasiówww” i innych „januszuff” i nikogo to nie dziwi. Ale pozostałe wpisy? Te ataki ad personam dotyczące dziennikarzy, „jazdy” po ludziach kultury, dyskredytacja osób wypowiadających się w tekstach? To zazdrość, frustracja? Może odreagowanie? Nie wiem. Ty pewnie wiesz?

Drogi, muszę już kończyć mój nieco przydługi list. Żywię nadzieję, że pozostaniesz w dobrym zdrowiu i kiedyś zdecydujesz się odpisać wszystkim w sposób uporządkowany, składny, bez języka nienawiści i przekleństw. I oczywiście pod nazwiskiem. Słowem, udowodnisz, że to Ty jesteś alfą i omegą, nie ksiądz Boniecki, nie dziennikarz, nie naukowiec czy polityk. Żywię taką nadzieję, bo jak to się mówi, nadzieja umiera ostatnia.

Pozdrawiam Cię ciepło,

Twój Żyd, Faszysta, Lewak, PiS-owski postkomuchowski socjaldemokrata popierany przez PO i IPN z rodziną w PSL-u, karierowicz, nieudacznik i grafoman.