Dzień jak co dzień… Poranek czas wstawać… siódma rano… Za oknem stuka coś… Nie, to nie ten dzięcioł, co ostrzy dziób na antenie metalowej sąsiada. Nie… to nie to. Stuka donośnie, mocno, natarczywie. Ten stukot irytuje mnie. To już 5 dzień tak tłucze się. Zwlekam się z łóżka, wrzucam jakiegoś ciuszka i wychodzę za dźwiękiem na dwór. 

Nasłuchuję… prawo, lewo… na pewno w przód… docieram do ogrodzenia starych szpitali, przeskakuję płotek. Wpadam w trawę prawie po pas (dobrze, że nie założyłam szpilek na nogi), przedzieram się przez nią. Stukot ustaje na chwilę. Wchodzę na zapomniane dróżki ogrodowe starego szpitala i… Upsss! Zmykam z powrotem w trawy! Bo jacyś panowie w kaskach ochronnych „podziwiają” na siedząco teren szpitali. Patrzę zza trawy, a tam daleko wielka maszyna – koparka stoi i stuka, i puka, a parą wręcz bucha robotnik w niej… Zgodnie z tablicą informacyjną trwa rozbiórka portierni starego szpitala wykonywana przez firmę z Trzebini. Pracowników jest kilku – tną jakieś deski, metalowe rurki… Trochę ciężkiego sprzętu – taka chyba  koparka z młotem pneumatycznym, obok druga rozkłada i ubija gruz z muru. Praca wre…Plac przy tym budynku od strony ogrodów szpitala przypomina wielkie gruzowisko – pełno cegieł, pyłu. Robotnicy robią przerwę… A ja wykorzystuję chwilę i wracam do domu po aparat. Gdy przychodzę – maszyna dalej „boruje” mury. Nie podchodzę bliżej, bo jeszcze dostanę jakąś cegłówką za włażenie na teren rozbiórki.

Pamiętam, że końcem lat 80-ch XX-go wieku w budynku tym był jedyny najbliższy telefon w tej okolicy. Wchodząc do budynku na wprost był stoliczek i krzesło, obok telefon,  a zza przeźroczystych drzwi w środku portierni wyskakiwał starszy pan i zawsze wypytywał do kogo, po co i na który oddział się idzie w odwiedziny. I dzieci nie wpuszczał – tylko w niedzielę. Czasami otwierał wielką bramę dla karetek i aut, co przywoziły towar nawet do sklepu obok. A wiecie co się mieściło po lewej okratowanej stronie portierni? Początkowo schodkami wchodziło się do izby przyjęć. Później robiono tam badania usg, podbijano recepty, by na koniec przekształcić tą część w administrację wewnętrzną szpitala (robiono tu różne statystyki itp.), bo administracja zewnętrzna i dyrekcja miały siedzibę w białym budynku między szpitalami. Z przodu budynku od strony Szpitalnej jest centralka telefoniczna  mieszkańców z pobliskich ulic.
Po przeniesieniu całości szpitala do nowej siedziby na Topolowej, w budynku portierni zamurowano okna i wejścia.  W kwietniu 2006 roku w budynku dawnej portierni znaleziono zwłoki bezdomnego. W tym samym roku teren dawnego szpitala – ponad czterohektarową nieruchomość – sprzedano inwestorowi z Jaworzna, który jednak nic nie wybudował na tej działce. Dwa lata później odsprzedał ją. Obecnie właścicielem jest sandomierska spółka Invest Media…

Na pewno budynek zwany dawną portiernią zniknie z naszych pamięci szybciej niż czas potrzebny na zagospodarowanie tego terenu.