Chciałbym zacząć cykl wpisów poświęconych rowerom. Jest to moje największe hobby i trochę w życiu rowerów naprawiłem oraz posiadałem i nadal posiadam. Myślę, ze jestem również dosyć neutralnym człowiekiem tej branży, nie lecę z prądem nowości, lecz umiem dostrzec lepsze rozwiązania z przeszłości.

            Pomyślałem, że warto takie coś napisać i wyprowadzić wielu ludzi z błędów, które czynią, tzw. błędnych stereotypów i przyzwyczajeń, związanych z rowerami. W tym wpisie dokładnie, naprawy i przeglądy ich.

Nie chciałbym tu w żaden sposób generalizować społeczeństwa, są oczywiście osoby, które bardzo dbają o rowery, często we własnym zakresie, lub oddają do profesjonalnych serwisów nawet 3 razy w roku. Ale z mojego doświadczenia wiem, że ok. 80-90% ludzi robi całkiem inaczej. Mniej więcej wygląda to w ten sposób, ze przyszły rowerzysta kupuje swój wymarzony rowerek w okolicach maja bądź czerwca, bo wtedy już jest względnie ciepło oraz największy ruch w sklepach rowerowych, w których na zakup muszą czekać nie jedną godzinę w kolejce i często nie jeden dzień, aby przywieźli odpowiedni rozmiar i jeszcze mniej lub bardziej starannie złożyli nasz wymarzony sprzęt. Jeśli producent i pracownik sklepu dołożyli starań, by wszystko było ok., to przeważnie 10% takich zadowolonych kupujących przyjeżdża podbić kartę gwarancyjną i pierwszy przegląd, raczej w celu dokręcenia kilku śrubek. Inaczej wygląda, jeśli producent naszego wymarzonego sprzętu jednak się nie przyłożył (a raczej jego azjatyccy pracownicy) lub pracownik sklepu zapomniał czegoś dokręcić tudzież wyregulować, przyjeżdżamy wcześniej czekając w kolejce aby się dowiedzieć, że to tak chodzi i za taką cenę to i tak jest rewelacja ;-) A poważniejsi sprzedawcy wyregulują, wymienią i po jakimś czasie już jest poprawa. Powiedzmy, że nasz rowerzysta jest usatysfakcjonowany rowerem lub przyzwyczaił się do chińskiej jakości nowych rowerów i zdobywa swoje pierwsze setki bądź tysiące kilometrów pedałując. Przyjmijmy, że nic mu się nie stało z jego rumakiem i dojeździł go w lepszym lub, co jest bardziej prawdopodobne, gorszym stanie do jesieni. No i biedny rower został zaniesiony do piwnicy na odczekanie chłodów. Pozdrawiam rowerzystów, którzy jeżdżą cały rok, w końcu nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani rowerzyści.

Ale jak wspominałem, piszę o większości, więc tacy kierują się błędnymi przyzwyczajenia, więc zaczynami od początku. Mamy wiosne, pierwszy ciepły dzień, już jesteśmy ugadani na rowery. Jeśli po zimie nikt nie zainteresował się naszym rowerem to nadal leży w piwnicy, teraz dostrzegamy, że jednak nie jest już taki idealny jak w dniu zakupu. Teraz sobie przypominamy, że przecież na jesień tylna opona łapała, co chwilę kapcie, bo była taka wytarta lub też zmiana biegów przypominała jazdę samochodem ze skrzynią automatyczną, biegi same się zmieniały. No nic, trzeba szybko jechać do serwisu na przegląd, tam to pewnie zrobią na miejscu. Niestety po przyjeździe czar pryska, okazuje się, że nie dość, że trzeba zostawić rower, to będzie gotowy za 2 tygodnie. Po próbie poszukiwań w innym serwisie okazuje się, że wszędzie jest tak samo. Cóż nie pozostaje nic innego jak zostawić ten rower i pogodzić się z faktem, że nie pojeździmy prędko na rowerze, a nasz rower, który jest prawdopodobnie jednym z kilku, kilkunastu który w tym dniu mechanik naprawia, nie będzie tak dopieszczony jakbyśmy chcieli. Lub dzwonimy po jakieś pogotowie rowerowe;)

Przedstawiłem tu przykładową, dosyć popularną sytuację. Chciałbym ją obalić i pokazać jakby mogło być pięknie jakbyśmy pomyśleli zawczasu. Powiedzmy oddając rower po sezonie, do generalnego przeglądu. Tam na spokojnie serwisant się wszystkiemu przyjrzy, będzie miał na to dużo więcej czasu niż w gorączce sezonu. Termin naprawy będzie trwał pewnie jeden-dwa dni a my będziemy mieć pewność, że nawet jakby pierwszy ciepły weekend był w maju to nasz rower będzie od razu do tego przygotowany. Nie będzie rdzewiał przez jesień, bo zostawimy go w spoczynku w pełni naoliwionego i wyregulowanego. Czyż to nie piękne? Oczywiście, że tak, ale trzeba sobie uświadomić, że trzeba zrobić to wcześniej. Trzeba dodać, jaka byłaby wspaniała sytuacja finansowania działalności serwisu i sklepu rowerowego, gdyby klienci Na wiosnę lub na jesień, ( gdy rowery są tańsze) kupowali rowery, a do napraw przyjeżdżaliby w razie potrzeby w trakcie sezonu a oddawali swoje rowery na koniec sezonu lub w zimie.

Myślę, że to jest raczej schemat idealny, a jak wiadome takie w realiach nie istnieją. Jednak warto się nad tym zastanowić i zrobić krok do przodu, aby na wiosnę ruszać w pełni gotowym i przygotowanym rowerem do zdobywania kolejnych kilometrów tras i wycieczek.

Ciekawą propozycją jest również naprawa rowerów z dojazdem do klienta. Takie usługi od dawna są świadczone w dużych miastach jak Kraków, Warszawa, gdzie ludzi nie mają czasu lub możliwości dostarczyć roweru do serwisu i potem jeszcze po niego wrócić. A tak, powiedzmy serwisant przyjeżdża, naprawia na miejscu lub, jeśli trzeba wymienić jakieś części, a ich nie posiada, jedzie po nie do sklepu i je zmienia. Przy większym remoncie potrzebującym skorzystania cięższych narzędzi, typowo warsztatowych, serwisant bierze rower do swojego warsztatu i niebawem jest już gotowy. Warto się nad tym zastanowić, a przede wszystkim nad oddaniem roweru do przeglądu zaraz po sezonie.

 W następnych wpisach gwarantuję równie konstruktywne wnioski z branży rowerowej jak i turystyki rowerowej ;)