| Powiat: Szkolna bieda |
|
|
|
| poniedziałek, 13 września 2010 08:14 | |||
|
Czy sytuacja w naszych szkołach jest aż tak zła? Pytają rodzice i nauczyciele. Przed dwoma tygodniami uczniowie szkół rozpoczęli naukę. Pisaliśmy wówczas o problemach młodych nauczycieli ze znalezieniem zatrudnienia (link do artykułu). Dziś pojawiają się pytania od rodziców o kondycję szkół w powiecie chrzanowskim. To dopiero początek roku szkolnego, a już zaczynają się kłopoty - informuje nas jedna z nauczycielek pracująca w Libiążu chcąca zachować anonimowość. Atmosfera w placówkach szkolnych wśród nauczycieli jest dosyć przygnębiająca, a przecież nie tak dawno z uśmiechem witano rok szkolny. Czy wszystko musi rozbijać się o fundusze jakie przeznaczane są na szkolnictwo? Pensje są niskie w dodatku cały czas mamy na horyzoncie groźbę likwidacji placówek, a co za tym idzie bezrobocie.
Komentarze (2)
![]()
... Napisane przez Krzysio, wrzesień 13, 2010 21:44:56
Na to iz szkolnictwo jest w takim stanie jakim jest myślę iż wszyscy mamy jakiś wpływ. od ucznia, po rodziców, nauczycieli, dyrektorów, kuratorów aż do pisarzy podręczników, drukarni oraz na czele z ministerstwem od szkolnictwa nauczycieli począwszy do ministra od całej oświaty. Kazdy przykłada swoja cegiełkę do tego by szkolnictwo jakoś wyglądało - choćby na papierze ale z drugiej strony często swymi poczynaniami wpływa na to iz ubożeje grupa rodziców i uczniów wraz z nauczycielami - np tymi bez etatu System oświaty i cała otoczka to system naczyń połączonych. Każdy ma na cos wpływ i każdy jakoś omija a to przepisy a to stara się łączyć koniec z końcem. Przykład kredy. czy dyrektor wie iż nie ma kredy? Czy nie ma pieniędzy na zakup jej?. Sprawdźmy ile papieru i tuszu zużywa sekretariat? Na to zawsze są pieniądze. Przykład nastepny. Rodziców nie stac na książki. Al jakoś nie organizuja sie i nie piszą petycji do rzadu by program nuaczania nie zmieniano co rok. Jak 40 lat temu uczono iż 1+1 = 2 to teraz to samo ale trzeba aż wielu książek by uczniowi to samo przekazac. Ja i wielu uczyło się dawniej z elementarza i co z nas wyrosło? Dyrektorzy, ministrowie, inżynierowie, doktorzy i cała rzesza innych. Sami prosimy by uczyc dziecko juz od małego angielskiego, niemieckiego, francuskiego, tańca, karate, pływania a potem kwękamy iz nie wydalamy. Sami nakręcamy spirale zbrojeń czyli wydatków. A inni tylko czekają by nas wyssać z pieniędzy. Z jednej strony my dorosli psioczymy na ofertą edukacyjna iz kiepska, daleko, drogo, nie tak jakbyśmy chcieli a drugiej strony nasze dzieci nauke mają gdzieś. Liczy się szpan, ćpanienie i palenie, wysokie kieszonkowe, wagary, imponowanie komóra, ciuchami, uczenie sie z bryków i streszczeń, akceptowanie tego przez nauczycieli. Szkoła w oczach wielu to zło i nie zmieni tego nawet tysiące nowo wykształconych nauczycieli. To się ma nijak do tego co niesie szkoła. Zmiany nastapić muszą w systemie i lata - oby nie lata świetlne - dojrzewania do potrzeby wiedzy. A to u wielu ludzi przychodzi w rożnym wieku. Więc wciskanie kitu iz sześciolatek w pierwszej klasie więcej wyniesie niż siedmiolatek uczący sie z elementarza 40-5- lat temu to tylko mamienie i kłamstwo by osiągnąć cel propagandowy i wynik w tabelkach na spotkaniach kierownictw partii rządzących. Szkoły bedą biedne dopóki nie będą kształcić się ludzie z potrzeby wiedzy i nie będą stworzone ku temu warunki. A i tak w przyszłości najważniejszą wiedzą jest znajomość rodzinna i nepotyzm oraz przynależność partyjna. reszta to szczęście bo i złodziej i ten co odniósł sukces w biznesie musi je mieć.
Napisz Komentarz
|
|||
| Poprawiony: poniedziałek, 13 września 2010 09:17 |
Reklama |
|---|
mówili wtedy że kraj biedny i na szkoły nie ma kasy a dzieciarni dużo więc przynosili ludzie, nawet choinkę na święta i bąbki do szkoły przynosili, kwiaty doniczkowe, a tatusiowie sale malowali bo na farbę i malarzy kasy nie było, albo parkiet cyklinowali, zaś mamusie firanki przynosiły lub prały.....
dziś mamy 2010 i dalej to samo, nic się u nas nie zmieniło