|
Mecz z CHKS-em Łódź miał być dla MTS-u Chrzanów szansą na przełamanie się - punktem zwrotnym w sezonie. Tymczasem piłkarze ręczni doznali piątej kolejnej porażki i są na przedostatnim miejscu w tabeli. Przegrali dwiema bramkami, choć wcześniej prowadzili.
- Tak to wyglądało - mówi trener MTS-u Rafał Bugajski. - Była szansa na jakąś zdobycz, ale szczęście znów nie było po naszej stronie, a może zabrakło umiejętności. Przegraliśmy dwiema bramkami, ale drugiego gola straciliśmy na sekundę przed końcem rywalizacji. Początek spotkania ładnie nam wyszedł, wygraliśmy 8:2 bo rywale trochę "zaspali". Potem jednak gra się wyrównała z lekką przewagą łodzian. Do przerwy wygraliśmy jedną bramką, ale nie obroniliśmy wyniku.
Skoro chrzanowianie nie potrafią sobie dać rady z zespole, który - tak jak oni - do bezpośredniego starcia nie wywalczył w lidze jeszcze ani jednego punktu, to z kim będą punktować?
- No właśnie, z kim walczyć o wygrane? - zastanawia się Rafał Bugajski. - Mamy taką sytuację kadrową, która nie pozwala na wielki optymizm. Jest jednak małe światełko w tunelu, jakaś szansa, że w najbliższym meczu zagra Bobowski. Sądzę, że z nim w składzie wygralibyśmy.
Przed MTS-em teraz trudny mecz - z Grunwaldem Ruda Śląsk w Chrzanowie.
- Graliśmy z nimi przed sezonem dwa razy - mówi szkoleniowiec - Uważam, że są w naszym zasięgu. Rywal wygrał teraz derbowy mecz z Olimpią Piekary Śląskie jedną bramką. Uważam to rozstrzygnięcie za niespodziankę. Z pewnością to rywale byli faworytem. Musimy postawić im twarde warunki, przede wszystkim poprawić grę w obronie.
Paradoksalnie MTS awansował o jedno miejsce w tabeli, ale tylko dlatego, że jeszcze wyżej od niego przegrywa Czuwaj Przemyśl. Nie o taki progres chodzi jednak szkoleniowcowi chrzanowian. Pozycja trenera Bugajskiego jest na razie niezagrożona, nawet mimo seryjnych ostatnio porażek...

Źródło:
tekst: Jacek Żukowski |