|
środa, 24 listopada 2010 15:04 |
|
Lider półmetka w V lidze - MKS Trzebinia-Siersza może spokojnie szykować się do zimowej przerwy. Jeszcze tylko tydzień pozostał zawodnikom na roztrenowanie, a potem będą mogli trochę pofolgować. Jesień zakończyli mocnym akcentem, zdobywając Puchar Polski na szczeblu okręgu, po wygranej z Orłem Balin. - Nie było jakiejś wielkiej presji przed tym meczem, nie nastawialiśmy się na puchar - mówi szkoleniowiec MKS-u Marcin Kasprzyk. - Graliśmy z marszu i może dlatego łatwo poszło. Grudzień będzie wolny od zajęć, zawodnicy dostaną wolną rękę, chętni będą mogli poćwiczyć w hali - generalnie, po 11 miesiącach, każdemu przyda się regeneracja. Nie wiadomo jeszcze, czy zespół zostanie w tym samym składzie na rundę wiosenną. Wszystko okaże się w styczniu.
- Wtedy zacznie się normalny ruch - mówi szkoleniowiec. Naszym celem jest to, by ta kadra została. Czy są możliwości wzmocnienia kadry? Tego na razie nie wiem Czekamy na wyniki wyborów samorządowych. Jesteśmy klubem miejskim i musimy liczyć się z miastem. Z pewnością nasz wynik powoduje to, że nie można zamknąć oczu na klub. Póki co, nie jesteśmy w tak komfortowej sytuacji, żebyśmy się mogli bić o zawodników, ci którzy zostali nie powinni jednak narzekać. Dla zarządu nadszedł teraz czas wyrównywania rachunków. Działacze muszą sprężyć się, by zawodnicy otrzymali należności. Dla MKS-u zapowiada się raczej spokojna wiosna. Nikt nie wyobraża sobie, by zespół mógł nie awansować do IV ligi. Jeśli utrzymany zostanie skład, a MKS będą omijać kontuzje, to trzebinianie z powodzeniem powinni wywalczyć promocję do IV ligi. W okresie przygotowawczym MKS ma zaplanowaną serię gier z rywalami z niższych lig m.in. z Mysłowicami (IV liga) Beskidem, Przebojem, Olkuszem, Polonią Łaziska czy Przeciszovią.
 MKS Trzebinia-Siersza może spokojnie zimować
Źródło:
tekst: Jacek Żukowski fot. Ludwik Kostuś |
|
Poprawiony: środa, 24 listopada 2010 15:13 |
|
środa, 24 listopada 2010 14:28 |
|
Zagrali już z Zagłębiem, pora na Czarnych Nie było jeszcze kluczowych rozmów
Piłkarze Janiny Libiąż nie zapadli jeszcze w zimowy sen. Rozgrywają sparingi, by trener Wojciech Skrzypek mógł ewentualnie znaleźć kandydatów do gry w drużynie. Ostatnio libiążanie zmierzyli się z II-ligowym Zagłębiem Sosnowiec, ulegając mu 0:1. W składzie zespołu z Libiąża wystąpiło tylko czterech zawodników z podstawowego składu: Księżarczyk, Szafran, Sierczyński i Ząbek. - Większości zawodników dałem odpocząć - mówi szkoleniowiec - libiążan Wojciech Skrzypek. - Zagrało tylko czterech zawodników z podstawowego składu oraz ci, którzy zwykle mniej grają. Dałem okazję gry też mniej grają. Dałem okazję gry też pięciu nowym - testowanym piłkarzom. Są to zawodnicy z najbliższej okolicy, z niższych klas. Na tle piłkarzy, pretendują do gry w II-ligowym Zagłębiu, wypadli nieźle, nie odstawaliśmy. Na pewno w końcówce spotkania, przy większej koncentracji mogliśmy nawet rozstrzygnąć to spotkanie na swoją korzyść. Poza strzelonym golem Zagłębie nie stworzyło większego zagrożenia pod naszą bramką. Gospodarze też testowali nowych zawodników.
Libiążanie będą kontynuować sparingi i już dzisiaj - również w Sosnowcu, zagrają z Czarnymi. Tym razem trener Skrzypek zaprosi na to spotkania innych pięcniu zawodników. To będzie już ostatni mecz kontrolny Libiążan przed udaniem się na przerwę. A trenować będą do końca miesiąca. Trener Skrzypek nie spotkał się jeszcze z władzami klubu na rozmowach dotyczących przyszłości. Czeka na sygnał od nich. - Mam ten komfort, że mogę próbować nowych zawodników - mówi szkoleniowiec. - Będę przygotowany na dwa warianty rozwoju sytuacji. Trener zakłada wariant, że zespół może nadal spokojnie grać w trzeciej lidze. Jest druga możliwość, że Janina będzie walczyć o awans. Po to robi więc teraz przegląd, by wiedzieć na kogo będzie mogła liczyć - i potem podjąć konkretne decyzje w tej kwestii. - Powiem szczerze, że jestem też po rozmowach z kilkoma znanymi zawodnikami - mówi Wojciech Skrzypek. - Takimi których nie trzeba testować. Ci, których sprawdzamy teraz, to uzupełnienie składu - młodzieżowcy. Chodzi o to, by wcześnie ich dokooptować do składu, aby byli gotowi na mecze w III lidze. Przed tą rundą mieliśmy tylko cztery tygodnie na to, by w komponować trzech nowych młodzieżowców, a w sumie mieliśmy sześciu. Zimą będzie więcej gier, a więc i większa możliwość pracy.
Jeśli Janina pozyska kilku młodych piłkarzy, kilku starszych będzie musiało odejść, stan kadry nie zmieni się więc nadal będzie liczyła 20-22 zawodników.
Libiążanie mimo dobrego wyniku jesienią, cały czas myślą o wzmocnieniu składu
Źródło:
tekst: Jacek Żukowski fot. Jan Hubrich |
|
Poprawiony: środa, 24 listopada 2010 15:04 |
|
|
wtorek, 09 listopada 2010 10:46 |
|

W Porto Carras w Grecji odbyły się mistrzostwa świata juniorów w szachach.
Po dwóch tygodniach rywalizacji wyłoniono wśród 1400 zawodników z 87 krajów najlepszych na świecie juniorów.
W grupie 140 chłopców do 16 lat wicemistrzem świata został chrzanowianin, Daniel Sadzikowski z UKS przy SP 8 Chrzanów, uczeń I LO w Chrzanowie. Honorata Kucharska z dorobkiem 50% czyli 5,5 pkt zajęła 40 miejsce wśród 81 rówieśniczek.
Wśród nich znaleźli się chrzanowianie Daniel Sadzikowski w kategorii do 16 lat , Honorata Kucharska do 8 lat wraz z trenerem Marianem Sadzikowskim. Oto rozmowa z synem i ojcem sukcesu.
Szach : Daniel Sadzikowski Wicemistrzem Świata juniorów w szachach czy to coś wielkiego?
Daniel : O tak. Na ten wynik pracowałem właściwie od 12 lat gdy zacząłem grać w szachy jako czterolatek. Dzisiaj już nie pamiętam wielu szczegółów ale mam dużo zdjęć. Jako dziesięciolatek już przymierzałem się do takiego sukcesu występując wtedy jako mistrz Polski na mistrzostwach Świata na Krecie. Ale wtedy zdobyte 7 pkt dało mi 26 miejsce. Chociaż liczyłem na więcej ponieważ mój ranking wtedy na listach światowych wskazywał, że jestem faworytem.
Szach : 26 miejsce na świecie to przecież dobry wynik, czyżby Cię zniechęcił?
Daniel : Potem kilka lat byłem w czołówce w Polsce ale do mistrzostwa kraju wywalczającego darmowy bilet na światową imprezę zawsze coś brakowało. A rodzice uznawali, że muszę sobie sam wywalczyć nominację.
Szach : Dlaczego? Takie surowe wychowanie ?
MS - Marian Sadzikowski : Takie wyjazdy to koszt około 10 tys zł i uznaliśmy wspólnie, że muszą być poprzedzone porządnymi przygotowaniami. Daniel natomiast miał okres troszkę bawienia się szachami i nie dawał z siebie tyle co powinien. Dlatego w wieku 12-15 lat czołówka Polski mu nieco uciekła a co dopiero światowa.
Daniel : Nie było aż tak źle, ale fakt, że zorientowałem się sam, że zostaję z tyłu i myślałem nawet aby odpuścić sobie.
Szach : To co się stało, że nie odpuściłeś?
Chciałem się bardzo pokazać na mistrzostwach Polski w Karpaczu w kwietniu tego roku. Dużo pracowałem nad przygotowaniami mimo, że na głowie były też egzaminy gimnazjalne. Na zawodach pechowa partia, w której przegrałem na czas podłamała mnie. Chciałem się na siłę odegrać i ostatecznie zająłem dopiero 10 miejsce. Wkurzyło mnie to. Na szczęście dostałem się do I LO do klasy o której myślałem i od tej pory poświęciłem kilka miesięcy tylko na szachy.
Szach : Co znaczy dla szachisty poświęcić się szachom?
Kilka godzin dziennie pracy. Przeglądanie partii rozgrywanych przez najlepszych szachistów. Przygotowywanie nowych wariantów. Czytanie literatury i gra w mocnych turniejach oczywiście. Plus konsultacje z trenerem Jackiem Bielczykiem.
MS : Jako szachista i trener czułem, że coś z tego będzie. Dawno Daniela takiego nie widziałem. Postawiłem mu cel. Wyjazd na mistrzostwa Świata lub Europy jak zdobędzie tytuł mistrza szachowego z rankingiem ponad 2300. Szach : Można tak samemu sobie jechać na takie imprezy?
MS : Polski Związek Szachowy ocenia ostanie wyniki zawodnika. Jak są na wysokim poziomie to pozwala na własny koszt reprezentować kraj. Teraz chyba nie żałują decyzji. Obiecali nawet zwrócić koszty. Pieniądze syn sam odłożył ze stypendium Sapere Auso i wygranych nagród w turniejach.
Szach : zrozumiałe, że osiągnąłeś te minima?
Daniel : Z nawiązką. Uzyskałem na turniejach w Varnie, Wrocławiu, Polanicy Zdrój bardzo wysokie wyniki w tym normy na mistrza międzynarodowego, czyli rankingi ponad 2450 pkt. We wrześniu miałem już ranking FIDE 2351. Uwierzyłem, że mogę z każdym grać jak równy z równym.
Szach : Jadąc do Grecji byłeś już faworytem?
Daniel : Chyba w myślach. Miałem 17 numer startowy na 140 rywali. Polacy nie byli faworytami w tej grupie a zwłaszcza nie ja. Ale nie bałem się nikogo.
Szach : To strasznie długie zawody. Co tam robiłeś tyle czasu?
Super warunki w ośrodku Porto Carras. Polecam na wczasy dla ludzi z kasą. Jechaliśmy samochodem całą dobę bo na samolot raczej nie było nas już stać. Na miejscu pięknie, lecz za bardzo nie było czasu na korzystanie z atrakcji. Cztery godziny partia, 4-6 godzin przygotowanie, świetna kuchnia śródziemnomorska i troszkę sportu w formie siatkówki plażowej. Raz wykąpałem się w morzu. Większość czasu spędziłem w pokoju. Nawet na wycieczki nie pojechałem bo brakowało mi czasu na przygotowania. Nie miałem trenera tak jak inni z kadry. Tata dbał raczej o moją motywację i odnowę biologiczną. Zresztą nie ten poziom szachowy. Pracował z malutką Honoratą Kucharską a mnie ważne, że nie przeszkadzał.
Szach : Kiedy uwierzyłeś, że odniesiesz sukces?
Daniel : Świetnie zacząłem wygranymi ze Szwajcarem, Gruzinem. Potem remis z Austriakiem i wygrana z Turkiem. To ustawiło mnie w czołówce i pomyślałem, że coś mogę zawojować. Po partii przegranej z Izraelczykiem i remisie z Austriakiem przypomniałem sobie błędy z mistrzostw Polski w Karpaczu, gdzie chciałem szybko się odegrać na innych. Tym razem zachowałem spokój i wypunktowałem kolejnych rywali technicznie grając pozycyjnie bez szarpania. Tak połknąłem Rumuna, Greka i faworyzowanego Rosjanina.
MS : Po dziewiątej rundzie prowadziło trzech Polaków. Dragun, Krzyżanowski i Sadzikowski na trzecim miejscu. Wszyscy pragnęli aby zawody się tak zakończyły. Szach : Ty też Daniel ? Przecież jeszcze awansowałeś? Daniel : Wtedy to dla mnie było by już wielkie szczęście. Wiedziałem, że muszę się zmierzyć teraz z kolegami z reprezentacji. Z mistrzem i wicemistrz Polski. Dawno z nimi nie wygrałem. Trzecie miejsce wtedy wziąłbym z pocałowaniem ręki.
Szach : Bardzo się denerwowałeś?
Daniel : Nie. Czułem się mocny. Uwierzyłem w to co mi tata wciskał o mojej przewadze psychicznej (ha,ha). Oni mieli więcej do stracenia niż ja. Niby ja byłem na fali. Z Marcina Krzyżanowskiego wycisnąłem ostatnie soki. Nikt z kadry nie stawiał na mnie. Właściwie to był remis ale miałem lekką przewagę i zmusiłem go do błędu. Tym razem ja byłem sprytniejszy i od początku kontrolowałem partię. Awansowałem na drugie miejsce i pomyślałem sobie, że takiej szansy nie mogę zmarnować.
Szach : Spałeś w nocy?
Daniel : Bardzo mocno ze zmęczenia i szczęścia.
MS : Coś majaczył w nocy ale nie zrozumiałem.
Szach : Jak zareagowałeś po zwycięstwie?
Daniel : Nie wygrałem ostatniej partii. Z liderem Kamilem Dragunem zremisowałem. Próbowałem ale grał bardzo dokładnie. Kamilowi to gwarantowało medal. Po tym czekaliśmy jak się ułożą wyniki trzech innych partii. Mogłem znaleźć się na czwartym miejscu. Na szczęście nikt z zagrażających nam zawodników nie wygrał. Mieliśmy w trójkę po 8,5 pkt ale punktacja pomocnicza wskazała, że mistrzem został Dragun, dla mnie srebro, a Rosjanin brąz. Jak dowiedziałem się, że już mam medal to poczułem się lekki. Pokrzyczałem sobie.
Szach : A tata-trener jak zareagował?
MS : Wzruszyłem się. O tym, że syn ma medal dowiedziałem się na obiedzie z Honoratą. Dostałem sms z kraju z gratulacjami od szachistów, którzy śledzili transmisję w Internecie. Jedzenie stanęło mi w gardle a łzy w oczach. Jakby nie było to podsumowanie 12 lat poświęcenia całej rodziny. Daniel rósł z szachami.
Szach : Daniel czujesz się gwiazdą? Co dalej?
Daniel : Gwiazdą to nie ale jest dużo zamieszania. Cieszę się, że udowodniłem sobie, że potrafię. Chciałby teraz pograć z najlepszymi w Polsce i na Świecie aby sprawdzić na co mnie jeszcze stać. Wystartuję w lutym w mistrzostwach Polski seniorów bo nabyłem takie prawo. Dzięki medalowi będę miał zapewnione starty w kilku liczących się turniejach zagranicznych i mam już zagwarantowany start w mistrzostwach Europy i Świata w przyszłym roku.
Szach : Gdzie pojedziecie tym razem?
Daniel : Jazda nie wchodzi w grę. Do Brazylii w listopadzie już polecimy samolotem. Wcześniej we wrześniu do Bułgarii zobaczymy czym bo przecież jazda samochodem przyniosła szczęście.
Szach : Daniel życzę Ci abyś jak najszybciej został arcymistrzem. Będziemy śledzić Twoje dalsze kroki.
Poniżej prezentujemy kilka zdjęć z zawodów:



Zdjęcia i wywiad: UKS przy SP 8 Chrzanów
Relacja na stronie UM Chrzanów |
|
Poprawiony: wtorek, 09 listopada 2010 22:20 |
|
poniedziałek, 08 listopada 2010 16:59 |
|
Miejscowi bardzo dobrze zakończyli rundę, utrzymali bowiem pozycję lidera. Wygrali z Halniakiem i nie musieli już w ogóle oglądać się na innych. Do przerwy niewiele ciekawego działo się na boisku, a zawodnikom bardzo utrudniał zadanie porywisty wiatr. Ale goście mogli objąć prowadzenie, bowiem w 25 min Szymoniak trafił w poprzeczkę, uderzając z narożnika pola karnego. Wcześniej miejscowi mieli kilka szans, ale nie można powiedzieć, by były one z gatunku tych bardzo klarownych, jednak trochę zamieszania pod bramką gości było. Zaczęło się już w 8 minucie - Wojdyła główkował nad bramką. Z kolei dwie minuty później Jędrzejczyk znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale golkiper wygrał ten pojedynek. Po półgodzinie gry Hałat po bardzo ładnej akcji z Lickiewiczem uderzał z linii pola karnego, ale jego strzał został zablokowany przez obrońców. 10 min po przerwie Lickiewicz uderzał z wolnego i piłka przeleciała obok spojenia. Następnie Mendela mógł dogrywać do Rogalskiego, który próbował uderzać nad bramką. Goście w tym czasie niewiele mieli do powiedzenia.

Wreszcie miejscowi dopięli swego - w 78 min Jędrzejczyk przeprowadził bardzo ładną akcję, którą zakończył wycofaniem piłki do Czyszczonia, a ten strzałem z 7 m posłał ją do siatki. 5 minut później rezerwowy Mendela dobił przyjezdnych. Najpierw Hałat uderzył tak, że bramkarz odbił piłkę, ale wprost pod nogi Mendeli, który zwieńczył dzieło. MKS ma więc bardzo spokojną zimę i dobrą pozycję wyjściową przed rundą wiosenną - otwartą drogę do awansu.
MKS Trzebinia - Halniak: 2:0
Źródło: chrzanow.naszemiasto.pl
tekst: Jacek Żukowski |
|
Poprawiony: poniedziałek, 08 listopada 2010 17:09 |
|