| Zemsta Fredy Furious |
|
|
|
| wtorek, 14 września 2010 10:51 | |||||||
|
Dnia 4 września 2010 roku VII mistrzostwa w kolarstwie górskim w Krzeszowicach. Po przebiciu dętki na maratonie w Michałowicach wylądowałem na 24 miejscu co skutecznie uśpiło czujność Kenego. Z czasu wynikało, że gdybym docisnął dogoniłbym go. To dawało szansę, że w wyścigu na własnym terenie (większa porażka w razie przegranej) Keny nie wycofa się, gdy będę brał udział, myśląc, że wygra. Keny zawsze się wycofuje, gdy kalkuluje, że może nie mieć szans ze mną. Dlatego w Michałowicach nawet nie specjalnie przejąłem się przebiciem opony i dodałem okoliczność jako sprzyjającą planowi zemsty, którą nazwałem przewrotnie Fredy Furious od założonych śliskich i niebezpiecznych opon na błocie, łatwych do przebicia co dawało mniejsze szanse na dojechanie do mety i szkodliwych dla rafki, ale za to lekkich co dawało pewien niewielki plus, gdy stawia się na jedną kartę - Jokera. Plan był prosty. Nie ma Kenego robię zdjęcia. Jest Keny, wtedy sam zaproponuje mi ściganie i ...
Wziąłem uzbrojenie, czyli kask, który zwykle jest mi zbędny, ale na maratonie jest przymusowy.
Ledwo się rozglądnąłem i zapytałem o trasę Hinola, a po chwili pojawił się Keny.
Jeśli chodzi o trasę to widziałem ją na stronie internetowej, ale liczyłem, że Hinol mnie pocieszy i powie, że udało się osuszyć te bagna.
Zgrzytnięcie zębami Hinola nie zapowiadało takiego luksusu. Rzeczywistość jest brutalna, ale człowiek zawsze liczy na jakiś cud, że może w ciągu 24 h coś się zmieni w tym kraju, że na przykład obudzi się w słoneczny dzień, nie będący zimą i nie będący upalny.
-Ścigasz się? - zapytał Keny.
-Nieee, przyjechałem robić tu zdjęcia... ale... jeśli tak bardzo nalegasz i chcesz przegrać to mogę się ścigać?
Zarejestrowaliśmy się.
Hinol zapowiedział objazd trasy. To sobie jedziemy delikatnie.
-Wiesz, że Annihilator już dostał łomot, teraz go wszystko boli? - zapytałem.
-Mówił mi. - odparł Keny.
-Nie wytrzymał minuty i sam by się załatwił.
- A mówił, że wytrzymał 3 minuty. - oznajmił Keny.
- Raczej to była minuta. Raz tylko zadał cios Gołoty, ale za słabo. Chociaż potem się tłumaczył, że przestrzelił. W każdym razie wiesz, że przyszła kolej na ciebie?
-Wiem -odparł Keny - ale ja się nie dam, będę walczył.
Gwarzyliśmy sobie tak od rzeczy. Na trasie dużo błotka, a zatem moje opony przydadzą się najwyżej na 20% trasy. Tak jak przewidywał Hinol dzień wcześniej, że trzeba założyć coś grubszego, ale znowuż 12 km to nie jest trasa tak wykańczająca, żeby stracić koncentrację i się wyłożyć. Ryzyko jest nawet na dobrych oponach.
Nie było ostrych zjazdów, a opony przy hamowaniu trzymały... tylko zakręty na mokrym stawały się niebezpieczne.
Trochę czekaliśmy na start naszej kategorii połączonej z wycinakami z wyższej.
Było trochę śmiechu na mecie, bo na początku razem wystartowały dwie grupy które robiły różne okrążenia i sędziowie musieli szybko reagować na to kto jedzie i kierować je na różne trasy. Dowcip leciał ostry i na chwilę pokazało się słońce, które zawsze coś podsuszyło trasę.
Atmosfera była wyjątkowa, aż się nie chciało jechać tylko poleniuchować.
12 km - to należało wejść od razu w szybki puls i maksymalne obroty. Obawiałem się tylko jednego, że gdzieś za szybko sobie zrobię zakręt. Zatem zakręty odpuszczam, zwłaszcza, że ich nie znam. Bez szarżowania i dobrze, że organizator ostrzegał kilkakrotnie. Coś tam do świadomości wypierającej zagrożenie dotarło, ale z drugiej strony poczułem, że trochę działa to jak płachta na byka. Czerwone? Walić w czerwone. "Oczopląsy"
Maciu z rowerowanie.pl zaimponował lekkością z jaką pokonał rywali w kategorii. Hinol wykręcił drugie miejsce. Szkoda, że nie zanotowali czasu, mielibyśmy kategorię open. W sumie trochę bym się przeliczył, gdyby Keny nagle został w innej kategorii. Do końca liczyłem, że również jadę na czas i jeśli będzie zapas sił to sobie docisnę, ale... no cóż ostatni sprint zaliczę na poczet wyjątkowego treningu.
Ustawiłem się za wycinakami, licząc że się trochę powożę na kole. Keny stanął właśnie tam gdzie jest ślisko, a skąd ja zwiałem. Ma zawsze mocny start, więc się tam tylko wyciśnie bez efektu.
Wystartowaliśmy. Mozolnie ruszył peleton. Tylko zawodnik z Bikeholicy pocisnął jak strzała. Byłem przyblokowany. Aż dziw, że Keny nie wystrzelił. Być może się ślizgał jeszcze. Usłyszałem jak Keny piłuje o oponę jednego z zawodników, który lekko zwolnił. Zrobiło się miejsce i docisnąłem goniąc pierwszego, ale szedł bardzo mocno. Gdy byłem na szczycie, nagle mignął koło mnie Keny jak strzała.
Trochę pojechał mi po psyche. Więc wiózł się cicho z tyłu i wykorzystał coraz bardziej łagodny podjazd do strzały? Należało teraz powalczyć o pozycję na jego kole.
Plan się powiódł po ciężkim wysiłku. Ledwo oddychałem, ale wpiąłem się.
Zwolnił widząc, że mu depczę po przysłowiowych piętach. Siadała teraz psycha jemu. Trochę mnie to martwiło, bo w końcu dwóch zawodników już wykorzystało sytuację i nas wyprzedziło, więc za bardzo nie należało go żyłować, ale chwila nieuwagi i mógł w każdej chwili uciec, a w planie nie byli inni.
Plan był prosty i należało się go trzymać. Żadnego szarżowania i pilnować Kenego. Na pierwszym kółku wyskoczyłem za Kenego i wygrałem pierwsze okrążenie, żeby mieć kartę do szantażowania jego psyche.
Za bardzo wziąłem zakręt i błoto nie pozwoliło utrzymać się na ścieżce. Wytraciłem prędkość zanim wszedłem na trasę. Keny znowu był z przodu, ale pierwsze kółko było zaliczone.
Dalej go pilnowałem. Gdy dojeżdżał do wzniesienia odezwał się, że już nie ma siły. Odparłem, że ja też.
Przycisnął jak się tego spodziewałem. Trochę trzeba było przyspieszyć bo ktoś nas z tyłu doganiał. Były dwie opcje. Teraz ja przez chwilę prowadzę, a on odpoczywa i doganiamy tamtych. Wybrałem tę drugą bezlitosną.
- Wygrałem na pierwszym okrążeniu HAHAHAHAHA - krzyknąłem.
Pojawił się asfalt i zrobiłem ucieczkę.
Obróciłem się do tyłu, ale nie doszedł na koło. Dla pewności jeszcze docisnąłem, ale widać, że mój tekst siadł na nim i dociążył nawet na płaskim. W każdej chwili mógł dojść do siebie, więc zjazd w dół trzeba było wziąć na ostro. Trzymał się z tyłu i na podjeździe zaczął dojeżdżać. Skończyło się leniuchowanie trzeba było pracować.
Mobilizujący plan to dojście zawodnika przede mną, choć to już będzie trudne.
Trzecie okrążenie już chwilowo przestawałem widzieć Kenego za sobą. Czyli odpuszczał. Przede mną jednak pojawił się zawodnik, więc skoro już jest okazja to trzeba ją wykorzystać. Akurat pojawił się mój ulubiony asfalcik do wyprzedzania.
10 metrów do zawodnika, ale widzę, że ma jakieś kłopoty i nagle odpada mu platforma SPD z prawej strony.
Marne to zwycięstwo nad zawodnikiem, któremu popsuł się sprzęt. Byłem rozczarowany i straciłem na chwilę ochotę do walki. Jednak z tyłu majaczyła jakaś sylwetka, ale już nie rozpoznawałem kolorów. Docisnąłem.
Wjechał jakiś samochód widzi, że szarżuję z góry. Dał mi niewiele miejsca na przejście, a miał sporo od swojej strony. Przecież jemu się nigdzie nie spieszy. Lekki wnerw. Celownik lusterko. Jak odkręci w moją stronę złośliwie to po mnie. Na wszelki wypadek odchylam się w prawo, ale zaczynam kosić trawę po poboczu. Adrenalina wściekłości, bo zbliża się siatka ogrodzeniowa jak tarka do warzyw. Przez samochód strata na podjeździe. Plan objechania Kenego jak na razie idzie dobrze, ale czuje jego oddech na plecach i nie próbuję się oglądać, bo jadę na maksa i każdy skręt szyją to brak pełnego oddechu.
Powoli traciłem w beztlenie świadomość. Próbowałem sobie przypomnieć, które to okrążenie. Tylko licznik informował, że kończę 3.
Nagle pojawił się ostry zakręt i hamowanie... w poślizgu udało się z niego wyjść, byłem zaskoczony takim osłabieniem koncentracji. Przed bramką spadł łańcuch. Ktoś mnie goni. Łańcuch zaczyna się owijać. To już koniec. Oglądam się, ale nie ma nikogo. Cofam korbę. Łańcuch wchodzi na swoje miejsce. Rozpędzam się i cisnę na oślep, bo wzrok odmawia dalekosiężnego widzenia. Wreszcie te ciekawe zakręty tuż przed metą.
Przyzwyczaiłem się do nich, suchych, ale ukrytych za zaroślami jeden po drugim, gdyby je opanować to można by wejść z pełną prędkością na chybił trafił i najwyżej wylądowałoby się w krzakach.
Ostatnia prosta w dół za którą (trochę luzu, więc sobie przypominam), ostry zakręt. Na dole wyhamuję na full, a w zakręt wejdę delikatnie, wiec dokręcam. Słyszę jakiś głos przerażonej dziewczyny, a może mi się wydaje. Zawsze to jakieś ostrzeżenie. Hamuję wcześniej niż miałem. Opony dają radę, choć to balansowanie na granicy. Ale to dopiero śliskie koleiny naprawdę są niebezpieczne, a na tej trasie ich nie ma. Zakręt wzięty delikatniej niż poprzednio i może dlatego pierwszy raz zobaczyłem groźnie wyglądający słupek. Czasami jak się jedzie wolniej jest bardziej niebezpiecznie. Dociskam.
Zbliża się meta, ale zaczynam wątpić nawet w to co wskazuje licznik.
Dociskam. Jakieś krzyki kibiców. Podnoszę głowę, a tam na środku dwoje starszych ludzi. Niby idą, niby stoją. Pytanie co zrobią? Cofać się nie będą. Czyli biorę ich z prawej. Stoją. Stoją... Niech stoją, tak będzie bezpieczniej. Omijam ich bezpiecznie.
-Gdzie mam jechać? Na metę, czy w lewo? - wołam... nie stać mnie na pomyłkę i lepiej się upewnić, a może puszczają na czwarte okrążenie, bo Bikeholik wszedł dopiero w Health-Zone. Jak jeszcze jedno okrążenie to zdechnę pod tą górę, więc szykuję się z rozpędu, ale zaczyna mi się podobać ostatni zjazd i mam ochotę go zaliczyć z większą prędkością.
Sędziowie wskazują metę, więc cisnę dla zanotowania dobrego czasu w open.
Ale małe rozczarowanie. Nie ma spisywanych czasów. Więc nie ma kategorii open.
Jeszcze działa niesamowita adrenalina. Co za uczucie. Nie istnieje nic poza dyrektywą cisnąć. Dla samego ciśnięcia. Cisnąć, żeby cisnąć. Jeszcze ta wizualizacja przemykających obrazów zlanych w jedno. Nie ma nic poza tym co przemyka i znika za tobą. Wyostrzone zmysły rejestrujące najdrobniejsze odchylenia od przewidywanego scenariusza przebiegu trasy i wszystko ograniczone do wąskiego postrzegania. Powyłączane zbędne analizy i blokowane informacje nie prowadzące do celu.
I te kontrolowane poślizgi za którymi granicą jest wielki crash test oraz ta granica strachu przed upadkiem, którą za każdym okrążeniem można odepchnąć trochę dalej.
Wreszcie ta najważniejsza myśl. Keny z tyłu i próba nasycenia się tym. Szukanie emocji. To jak wlewanie wody w sitko. Musi wypełnić się gar pod sitkiem, żeby zaczęło wypełniać się sitko. Za mało emocji. Jeszcze adrenalina przeszkadza.
Nienasycenie.
Przez to właśnie nienasycenie powstał komiks.
P.S. Zbieg okoliczności sprawił, że zemsta podwoiła swój efekt, gdyż Keny wylądował nie dość, że tuż za mną co w scenariuszu zakładałem, to na 4 miejscu zwanym najgorszym. Obecnie Keny liczy na rewanż w paintabllu, ale prawdziwy rewanż mógłby nastąpić w kickboxing full contact lub tzw. MMA na co nigdy się nie zdecyduje dobrowolnie, bez presji psychologicznej, ewentualnie rehabilitacja w jakimś maratonie, ale nigdy nie zdoła powtórzyć takiego efektu jaki pojawił się w okolicznościach podium w Krzeszowicach. :D
Wyniki TUTAJ
Zdjęcia zrobione przez:
Komentarze (40)
![]()
...
Napisane przez Annihilator, wrzesień 14, 2010 11:52:49
Powiem szczerze -- nie chciało mi się tego czytać, więc pewnie jest słabe w swojej długości.
...
Napisane przez Tomasz Jeska, wrzesień 14, 2010 12:17:37
Wyzwałbym Cie publicznie do zmierzenia się na ilość kilometrów zrobionych w ciągu 15 godzin wokół Chechła ale wiem, że bałbyś się je przyjąć bojąc się o porażkę
Napisane przez BUfon, wrzesień 15, 2010 05:08:36
Jakub,
mi nie chodzi o to tłumaczenie Tomka, ale o Twój wpis. Ile masz lat? Po wpisie i komiksie oceniam, że 15~16 choć na zdjęciu wyglądasz na max 19 I proszę tylko nie "chłopie" - ja arystokracja. Pozdrawiam Napisane przez szwagier, wrzesień 15, 2010 08:38:29
A może Pan Jakub będzie robił takie komiksy na chrzanowski24 w roli głównej umieszczając np. polityków radnych decydentów? To chyba świetny pomysł i napewno by się przyjął
Napisane przez BUfon, wrzesień 16, 2010 05:43:36
Dobrze, inaczej
Szanowny Panie Jakubie, przypadkiem "wpadłem" na Pana bloga i sobie pooglądałem i poczytałem, nim napisałem "dzieciak" użyłem emotikonek takich jak razy 3 to był żart oczywiście, podobnie jak żartem był chłop i arystokracja to było z humorem ale Pana reakcja na moje komentarze pokazał mi tylko starą prawdę - aczkolwiek nie było to moim celem "nie czyń drugiemu co do tobie nie miłe" Pana reakcja na forum na którym słusznie Pan stwierdził że nie jestem zalogowanym użytkownikiem - bo nie lubię się rejestrować i logować - przeszła moją wyobraźnię, nie - wcześniej się nie znaliśmy, nie jestem trolem (cokolwiek to znaczy) ani pigmejem. Zaś udało się Panu obrazić większość tutejszych czytelników i użytkowników tytułem „większość użytkowników chrzanowski24 nie umie czytać” – za to należy się na Pana obrazić i żądać przeprosin choć mi to tam obojętne. Skoro Pan nie lubi ludzi którzy nie rozumieją treści to moja rada jest prosta. Nie lubi pan sam siebie bo mojej też pan nie zrozumiał więc odpowiedź prosta. I proszę mi nie grozić ani nie straszyć - tak można robić gdy się zna osobę której coś chce się zrobić a Pan nie wiem kim jestem zaś ja wiem jak Pan wygląda bo popełnił Pan głupotę straszną pokazując swoje zdjęcie do widoku publicznego, mało tego Pan Tomasz mógłby Panu spokojnie sprawę w sądzie zrobić za te zdjęcia na które zapewne Pan zgody nie ma. Na koniec tej owocnej dyskusji. Szuka Pan wszędzie spisku, to chyba mania prześladowcza. Czytając Pana reakcje wizyta u psychologa by się przydała - on napewno Panu pomoże. Pozdrawiam (i bez urazy oczywiście) Napisane przez Jakub niezalogowany, wrzesień 16, 2010 09:50:39
Dalej mnie obrażasz BUfon i nadal nie wiem czy sobie dowcipkujesz z żartem czy na serio, bo nie skwitowałeś to emotikonem
Napisane przez akita, wrzesień 16, 2010 10:21:29
@Jakub
Napisz to samo no forum lokalnego tygodnika, że nie umieją czytać, ciekawe jaka będzie reakcja admina? Wpis wyląduje w koszu a Ty dostaniesz ostrzeżenie lub bana za pyskówki. Tacy jak ty psują takie miejsca jak to. Są pewne granice.
Napisane przez Bejka, wrzesień 16, 2010 10:37:21
@akita,
Jakub - napisz na forum lokalnego tygodnika taki komiks z ich adminem lub właścicielką to dopiero zobaczysz Widać, że wszyscy poza Jakubem mają dystans do tego łącznie z adminem ch24 który jest bohaterem komiksu Chłopie - więcej luzu.
Napisane przez Kuba_S, wrzesień 16, 2010 12:16:07
Jakub ty sam jesteś jak prowokacja
. Był taki film kiedyś "Zemsta frajerów" napewno dostałbyś rolę główną.
Napisane przez #, listopad 19, 2010 11:18:27
J A K U B - rodzice ci straszną krzywdę zrobili skoro takie chu****iny wypisujesz - na zdjęciu z wręczania nagórd jestem i pytam kto Ci pozwolił zamieścić zdjęcie z moim wizerunkeim?! Chcesz się w sądzie spotkać!
Napisane przez #, listopad 19, 2010 11:39:01
straszysz to swoim wyglądem popatrz na to zdjęcie i masz gotową odpowiedź
Napisane przez #, listopad 19, 2010 11:43:14
impreza masowa ale nie masz zgody do zamieszczania zdjęć z moim wizerunkiem więc łamiesz prawo
Napisane przez #, listopad 19, 2010 11:55:52
pisałem o foto na podium na którym ledwo stoisz a nie avatrze
Napisane przez ,kris, listopad 20, 2010 17:52:51
Jakub chcesz odszkodowanie?
A weś że spier*****j na bambus
Napisane przez mundry, listopad 20, 2010 17:54:09
Jakub napisał:
To o czymś świadczy. Wiesz o czym to świadczy że już dawno powinieneś założyć grzecznie kaftanik i do Rybnika marsz
...
Napisane przez Tomasz Jeska, listopad 21, 2010 09:10:03
Nie toleruje i podpisuje się pod tymi komentarzami. Tak jak kiedyś napisałem - to Twój blog i masz możliwość usuwania komentarzy. Usuwałeś wcześniej, usuwaj teraz i dalej. Cenzor? przecież robisz to zgodnie z regulaminem serwisu. Tylko nie wywołuj po każdym usuniętym następnych pisząc jacy to źli ludzie atakują niewygodnego politycznie adpersonam bo to tylko nakręca sprawę. Usuń i olej.
Powinieneś być konsekwentny a nie płakać jak dziecko, że po pierwszych (słusznie w przypadku typowych ataków nic nie wnoszących) usuniętych komentarzach nazywają Cie cenzorem. No daj spokój W momencie kiedy Twoje ciśnienie skacze i tracisz godzinę na to by tu komuś odpisać dajesz dokładnie to o co chodziło komentującemu. Usuwaj lub nie odpisuj. Tego typu komentarze pojawiają się wyłącznie w Twoją stronę. W stronę innych już nie. Wiesz czym to jest spowodowane? Ja wiem, inni zapewne też wiedzą. Nie rób z siebie ofiary ataków ani nie powtarzaj ciągle, że jesteś niewygodny politycznie, że atakują adpersonam itd itd. Myślisz, że nie denerwuje mnie to jak tak jadą po Tobie? Moim działaniem chcę Cię jednak czegoś nauczyć. Albo się nauczysz to olewać (ewentualnie usuwając komentarze) po czym zaczniesz się uważać za normalnego użytkownika albo będzie tylko gorzej. To samo na forum. Ludzie generalnie nie chcą się wypowiadać w Twoich tematach z dwóch powodów. 1) nie chce im się tego czytać po 2 linijkach 2) boją się, że nawet jeśli coś odpiszą to i tak to nie jest po ich myśli ponieważ z góry uważasz ich za wrogów politycznych (nawet jeśli nie to tak to wygląda). Napisane przez mundry, listopad 21, 2010 18:56:52
Nawet mi się tego wszystkiego czytać nie chciało, cóż podsumuję to jednym zdaniem - Tworki Ci pozostają nic więcej.
Napisane przez kni, listopad 22, 2010 08:05:37
i tak - śmiejesz się z tych co idą do wyborów samemu srając na ludzi którzy się z tobą nie zgadzają - wrzeszcząc i płacząc jak dziecko że cię atakują
oczywiście potem robisz z siebie niewiniątka jak to dorze że tutejsza administracje jest na tyle inteligentna że nie dała się wciągnąć w twoje gierki zresztą jeśli jakub jesteś taki intelignetny mądry i niewinny jak twierdzisz to otwórz swój portal i ocenią ludzie tego efekty a jak nie to znaczy że jesteś za cienki bolo żeby tu zasłużyć na szacunek ludzi Napisz Komentarz
|
|||||||
| Poprawiony: wtorek, 14 września 2010 11:20 |
Powyższy wpis potwierdza jakim wielkim idolem byłem dla Ciebie przez te wszystkie lata - dzięki
PS. no i fajnie, że jednak w końcu coś tutaj napisał