| Co kryje teren starych szpitali? |
|
|
|
| poniedziałek, 20 września 2010 10:10 | |||
|
Cztery bramy… a właściwie pięć. Pierwsza, główna, była od Szpitalnej: masywna, przesuwana, czasami lekko uchylona tak, by przeszła jedna osoba. To przez nią wjeżdżały i wyjeżdżały karetki na sygnale, auta zaopatrzeniem, czasem taksówki po pacjentów, auta prywatne, meleksy… Już ślad po niej zaginął. Druga od Szpitalnej prowadziła do domu pogrzebowego, zamknięta, zarośnięta. Trzecia od Szpitalnej działała krótko – z lewej strony od budynku portierni – prowadziła w latach 60-70-ch XX-go wieku do małego domku pogrzebowego w tymże budynku. Też szybko została rozgrabiona. Czwarta brama od Topolowej mała, niepozorna, czasami tylko otwierana, bardziej na potrzeby wewnętrzne niż do użytku zewnętrznego. Już jej nie ma. I ta piąta… Powstała gdzieś w połowie lat 90-ch tamtego wieku. Od Cichej. Niewidoczna, nieznana, z żółtą drogą, wiecznie zamknięta na kłódkę. Nigdy nie przejechało przez nią żadne auto, żadna karetka na sygnale nie skorzystała z tej bramy. Teraz zarośnięta trawą. Z tych pięciu bram ostały się dwie. Może dlatego, że zawsze na widoku mieszkańców. Może to jakieś symbole… Ponad czterohektarowy teren okalało ogrodzenie. Dopóki istniał ogród, dopóty o niego dbano. Zamknięto szpitale, ogrodzenia skradziono. Na nieruchomość można się dostać z każdej strony pomijając bramy. Wchodzę…
Z dawnego ogrodu zostały tylko drzewa owocowe, opuszczone, zaniedbane, choć co roku nadal owoce dają. I trawa. Wysoka, jak na łące, poprzeplatana krzakami ostrężyn. Jabłka na drzewach wyglądają całkiem dobrze – chyba są ich z trzy odmiany. Gdzieś tam w głębi jest jeszcze drzewo gruszy, śliwy i tzw. wszędobylskie mirabelki.
Nie ma już budynków, w których trzymano barany, owce i inne zwierzęta. Te zostały wyburzone jako pierwsze, podobnie jak dwa małe, ceglane pomieszczenia, tuż przy ogrodzeniu z cichą, w których kiedyś wypalano śmieci (choć jako dziecko słyszałam opowieści, że właśnie tam spalano amputowane części ciała po operacjach itp., ale po oględzinach z tamtych lat pamiętam, że to były raczej wszelkie strzykawki, igły, kroplówki, które później zaczęły podlegać osobnej utylizacji). Przedzieram się dalej. Z lewej strony widzę te dwa olbrzymie, nadal budzące we mnie lęk i strach, budynki. Zostawiam je na później.
Obok stoi mały budynek rozdzielni energetycznej, ale część transformatorowa jest zamknięta. Jakiś czas temu przed ogrodzeniem szpitali na Cichej postawiono osobną rozdzielnię. Dalej zza drzew wyłania się dawne i jedyne ówcześnie prosektorium, przy którym utworzono też dom pogrzebowy. To tu przewożono wszystkich zmarłych i tu odbywały się wszelkie inne procedury związane z przygotowaniem ciał do pogrzebu. Koledzy-sąsiedzi czasami przeskakiwali przez ogrodzenie i zaglądali przez okna do środka, a potem nas straszyli: że czego to tam nie widzieli. A tak naprawdę to tylko widać było zwłoki przykryte białymi prześcieradłami. I żadne złe moce nad tą kostnicą się nie unosiły ani duchy nie straszyły. Tunel żaden podziemny też tam nie prowadził.
Komentarze (3)
![]() Napisz Komentarz
|
Fajnie to jest opisane i ofotografowane - jak by nie było to historia na naszych oczach.