Blog

A short description about your blog

ACTA, Anonymous i sprawa Polski

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

Jak niektórym pewnie wiadomo, tej nocy niektóre serwisy rządowe padły ofiarą najsłynniejszej ostatnimi czasy grupy hakerskiej Anonymous. Jeżeli chodzi o stronę sejm.gov.pl to akurat niekoniecznie (serwer odpowiada, ale oprogramowanie na nim wyłączono).

Tutaj można zobaczyć komunikat grupy Anonymous w tej sprawie. (tłumaczenie pl)

Polscy użytkownicy Internetu mieli prosić Anonymous o interwencje w sprawie ACTA, dokumentu międzypaństwowego, którego proces ,,legislacyjny'', łamie wszelkie prawa zdrowej demokracji. Teraz ACTA ma podpisać polski premier, oczywiście w głównych mediach główną kwestią są wybryki Palikota w Sejmie, wobec tego i wielu innych tematów zastępczych, odbywa się proces legislacyjny nie tylko dotyczący ACTA, ale i wielu innych ustaw mających realny wpływ na życie zwykłych ludzi w kraju. Trzeba sobie to niestety uświadomić.

Ponieważ ACTA uderza głównie w Internet, stawia jakieś firmy/korporacje ponad rządem, prawem i obywatelami, nie sposób zdziwić się, że zwróciły uwagę ciemnej strony mocy tego Internetu, przynajmniej widzianej oczami polityków.

 

 

Kim są Anonymous i dlaczego tak wiele mogą?

Anonymous wojują ostatnio od momentu głośnej sprawy aresztowania właścicieli Megaupload.  Również udzielali się w głośnych ostatnio protestach SOPA-PIPA.

To są bez wątpienia ludzie z różnych stron świata, mający pojęcie w komputerach. Na pewno nie są to rozwydrzone dzieciaki z okularami grubymi jak szyby przeciwpancerne i zajadające chipsy w wegetacji całodobowej przed komputerem. Choć pewnie wśród takich dzieciaków Anonymous mają dużo fanów, wśród nich pewnie takich, którzy mogą jakoś pomagać, ale nie to jest ich główną siłą.

Wśród ludzi Anonymous, mogą być wpływowi administratorzy sieci szkieletowych, dużych firm, korporacji wręcz, którzy mogą swoimi działaniami wspomagać Anonymous. Anonymous nie muszą się specjalnie włamywać, ani nawet wykładać ważnych serwerów, ponieważ mogą od tego mieć swoich ludzi, którzy identyfikują się z ich nurtem, a mają wiele możliwości technicznych ,,nabroić'' tak, by się nie zdradzić. To mogą być ludzie których znacie, a których byście nawet o to nie podejrzewali - grupa Anonymous musi do perfekcji mieć opanowaną sztukę maskowania swoich działań.

Mają z pewnością w swych szeregach speców od bezpieczeństwa, którzy trudnią się zajmowaniem błędów bezpieczeństwa na stronach i w ten o to sposób może dochodzić do ich ,,podmian'' - zamiast normalnej strony ładuje się jakiś komunikat.

Mają też wielu z tych, którzy mają zawirusowane komputery, choć Ci akurat nie muszą o tym wiedzieć. Wręcz nie powinni. Wśród Anonymous na pewno istnieją spece od bezpieczeństwa i programiści zarazem - Ci piszą specjalnie, trudno wykrywalne wirusy, które starają się przejmować kontrolę nad komputerami zwykłych ludzi na całym świecie, ale na tyle dyskretnie, by ofiary tego nie wiedziały. W ten sposób infekują jakąś małą znaną luką bezpieczeństwa powiedzmy 5 000 000 komputerów na świecie, by móc później nimi zdalnie sterować - ot choćby, zablokować strony polskiego rządu, FBI, itp.

A to zablokowanie strony to nic innego, jak rozkaz, aby w jednej chwili, te 5 000 000 komputerów odwiedziły daną stronę i próbowały później w regularnych odstępach czasu (przykładowo).

Chyba nie ma infrastruktury technicznej i logicznej, która to przetrwa.

Anonymous dzięki posiadaniu w swoich strukturach bezpieczeństwa wielu speców od bezpieczeństwa, mogą posiadać wiele wykradzionych i niewygodnych baz danych, e-maili (dla małej grupy wpływowych osób oczywiście), którymi mogą szantażować firmy/osoby.

Głośny jest nie tak dawny przykład, jak jeden z najgroźniejszych karteli Meksyku uległ Anonymous, konkretnie groźbie opublikowania przez nich pewnych informacji.

Na nieszczęście polityków, Anonymous mają realną władzę i mogą im bardzo zaszkodzić, a już w ogóle w sytuacji, gdy zdarzy się, że wykradli skądś ich prywatne dane, e-maile i takiego typu rzeczy.

Bez względu na to, czy ktoś identyfikuje się z grupą Anonymous, czy nie, czy ją potępia, czy pochwala - trzeba im przyznać jedno: mają ogromną możliwość wywierania wpływu i ze względu na obecną strukturę sieci Internet, są raczej nie do ,,uciszenia'', jak pewnie niejednemu rządowi czy politykowi by się chciało.

 

 

Co teraz z tym ACTA?

 

Jak widać, polski rząd chyba sporo musiał nabroić, że Anonymous zdecydowali się i u nas zaznaczyć swoją obecność, ale na temat ACTA, prawu wprowadzanemu kompletne potajemnie, zrobiło się już tak głośno, że trudno to teraz przeoczyć.

26 Stycznia (środa), premier miał podpisać ten kontrowersyjny i sprzeczny z wszelkimi zasadami demokracji dokument, sledźcie czy to zrobił, bo to głupi podpis, a o losach wielu może decydować. Nie dajcie się mamić zastępczymi tematami i igrzyskami dla głupiego ludu.

 

Grupa informacyjna na Facebooku


II Fotorelacja z rajdu Kraków - Trzebinia

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

Energia jutra - energia termojądrowa

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

Zastanawialiście się kiedyś, co się stanie, gdy braknie ropy, węgla czy gazu ziemnego?  Co będzie z ludzkością, gdy te ,,cudowne'' paliwa wreszcie szlag trafi? Gdy albo rzeczywiście tych paliw braknie, albo wydobycie będzie niesamowicie kosztowne?

Jeżeli ludzkość nie wynajdzie nowego źródła energii, to będzie naprawdę źle. Najbardziej uprzemysłowione kraje ucierpią najbardziej. Wszelkie klęski dotychczasowe stracą na znaczeniu, bo będzie ta jedna wielka, które skali już dziś nie da się oszacować. Gdy braknie paliw do elektrowni, transportu... fabryk. Będzie to niczym odcięcie tlenu nurkowi pod wodą... nie wiele czasu mu zostanie na wynurzenie się, zwłaszcza jeśli jest głęboko. A ludzkość jest... głęboko, bardzo głęboko uzależniona od tego, co szybko przeminąć może. I kiedyś, być może już za naszego pokolenia - przeminie.

Czy uratuje nas energia atomowa w obecnej postaci? Odpowiednich pierwiastków jest zbyt mało. To, jak i inne ,,ale'' spowodują, że energia atomowa to będzie za mało. Tak, w obecnej postaci to będzie za mało.

                                        

Sytuację ludzkości można porównać do historii przemysłu związanego z oświetleniem. O to ludzie wynajdują żarówki - te dają światło. Lecz grzeją się, palą i mało tego światła dają w stosunku do zmarnowanej energii. Ludzie jednak to udoskonalają - powstają halogeny, superhalogeny i inne pierdoły. Pojawiają się wreszcie świetlówki energooszczędne, na początku  kłopotliwe, bo o zimnej barwie, ale znacznie wydajniejsze i żywotniejsze. Taką świetlówką  jest właśnie energia jądrowa w postaci obecnej  - porównanie trafne, bo świetlówki mogą być niebezpieczne, ale są świetnym rozwiązaniem na teraz. Jednak my już wiemy, że świetlówki to tylko ,,przystanek'' na drodze do oświetlenia diodami LED - te mają wszystkie zalety żarówek zwykłych, świetlówek, dokładają własne (niebywała trwałość i oszczędność), a nie mają żadnych wad, oczywiście poza ceną. Niemalże Święty Gral oświetlenia.

W świetle powyższego - cóżesz to za przystanek czeka w oddali na ludzkość, jeżeli energia jądrowa wydaje mi się tylko tymczasową migracją? Wyobraźcie sobie przystanek, w którym rozdają Wam szklankę wody - ta szklanka wody dla 1 człowieka, całkowicie zaspokoi wszelkie jego zapotrzebowania energetyczne przez 50 lat. Brzmi to jak film fantasy, jak bajka dla grzecznych dzieci, ale to prawda - ludzkość jest o krok, od ujarzmienia pewnego rodzaju energii, która nam na to pozwoli. A ta energia była, jest i będzie wokół nas...


 

Energia termojądrowa (synteza, fuzja jądrowa)

 

Nim rozpocznę, chciałbym laików od razu uprzedzić, iż energia termojądrowa jest trochę  innym rodzajem energii, od tej, którą znacie z obecnych elektrowni atomowych.  

Energia rozszczepienia (na niej bazują obecne elektrownie) działa na takiej zasadzie,  że odpowiednie cząstki ,,rozbijają'' ciężkie jądra odpowiednich pierwiastków (Uranu).  Rozbiciu towarzyszy emisja kolejnych cząstek, które mogą rozbijać kolejne jądra, ale  także emisja ogromnej ilości energii.

Energia syntezy termojądrowej działa odwrotnie - przykładowo: są sobie 2 atomy wodoru. W  normalnych warunkach te się nie polubią, ponieważ posiadają identyczne ładunki  elektrostatyczne, a więc, jak wiemy z fizyki - będą się odpychać. Jeżeli jednak  zajdą takie warunki (np: bardzo wysoka temperatura, ciśnienie), że one się pomimo  zbliżą do siebie, wręcz zderzą - wówczas ,,połączą się'' tworząc atom nowego pierwiastka (w tym przypadku: Helu). 
Podczas tego połączenia, z powodu równoważności masy i energii, wydzieli się ogromna ilość energii, wielokrotnie większa, aniżeli energia, potrzebna do tego, aby pokonać siły elektrostatyczne.

Energia termojądrowa, inaczej czasem zwana syntezą termojądrową, to ten typ energii, którą raczy nas nieustannie największa okoliczna naturalna elektrownia - Słońce.  To dzięki niej, mamy dzień, dzięki niej żyjemy, wszystko się w zasadzie odbywa dzięki  niej, choć to na pierwszy rzut oka nie widać. Ale tak właśnie jest.
Tak naprawdę, ta energia jest matką wszystkich energii na Ziemi. Ropa naftowa, węgiel, często i gaz ziemny - to efekty jej działania na różne żywe stworzenia  (rośliny i zwierzęta) od milionów lat. 
Spalając benzynę w samochodzie, wyprodukowaną z ropy naftowej, która to ropa naftowa powstała przy współudziale promieniowania słonecznego, a to, powstało, za sprawą właśnie energii termojądrowej na Słońcu. Nawet drewno, które palicie w kominku, pochodzi z drzewa, które kiedyś rosło dzięki energii  termojądrowej ze Słońca i ją pochłaniało w postaci promieni słonecznych.

 

Ludzkość zatem korzysta już jakby nie patrzeć z tego rodzaju energii na wiele sposobów...  do tej pory jednak są to najgorsze z możliwych. Korzystamy jedynie z ,,ochłapów'', których kiedyś zabraknie. Nieco lepszym, ale mało  wydajnym sposobem są kolektory słoneczne... ale to wciąż ochłap, tyle, że taki bardziej ,,elegancki''.
Ludzkość pragnie i będzie potrzebować więcej. Na dłuższą metę nie zadowoli się ochłapami.  Ludzkości potrzebny jest główny król, nagi król - energia termojądrowa w czystej postaci. 

Do tego warto dodać, że synteza termojądrowa jest potężniejszym rodzajem energii, aniżeli  reakcja rozszczepienia, na której polegają obecne elektrownie atomowe. No wiadomo, gwiazdy jak coś już używają, to nie może to być jakieś byle co. Jeżeli 1kg Uranu, w reakcji rozszczepienia wydzieli tyle energii, ile kilka milionów ton węgla, to reakcja syntezy jest jeszcze ,,lepsza'' kilka razy, od reakcji rozszczepienia. Nie ma się co dziwić - opisuje ją jeden z najsłynniejszych wzorów  ludzkości: e = mc^2
Zainteresowanych odsyłam do książek fizyki.

 



Trochę historii...

 

W czeluściach dawnego kosmosu, gdy nie istniała jeszcze Ziemia, Słońce, ani Układ Słoneczny,  zbierały się obłoki gazowo-pyłowe. Z powodu działania siły grawitacji przyciągały się do siebie... najpierw pojedyncze, atomy, a potem drobinki, okruszki, kawałki, kawały i coraz większe ich ilości. Zbierało się to w jednym miejscu, zacieśniało się. Wzrost ciśnienia i ogólny ,,ścisk''  podnosił powoli temperaturę. O to był płód naszego Słońca. Płód się rozwijał. Coraz więcej  gazów i materii ,,lgnęło'' do niego, bo był coraz większy i coraz cięższy i tak to się kręciło.  Jako że miał coraz większą masę - tak się to powiększało, powiększało i powiększało... Tworzyła się taka bryła, a później kula tego całego materiału. Coraz większa i większa.  

W centrum, we wnętrzu tej kuli ciśnienie i temperatura rosły, rosły i rosły. Aż wreszcie odpowiednia ilość temperatury i ciśnienia spowodowała, iż atomy pierwiastków miały taką  wielką energię, że mogły się ze sobą zderzać, gdyż wcześniej, ze względu na identyczne ładunki  elektrostatyczne, odpychały się. Krótko mówiąc: mogły się ze sobą łączyć, syntezować. Nastąpił więc zapłon termojądrowy, który trwa kilka mld lat do dziś i trwał będzie prawdopodobnie  drugie tyle. 
W niektórych gwiazdach może trwać nawet setki miliardów lat - nie ma doskonalszych reaktorów termojądrowych, aniżeli właśnie gwiazdy. 

Jednak Słońce nie pochłonęło całego obłoku po narodzeniu - wokół niego utworzyło się wiele  skupisk - powstały planety i księżyce. Żadna z nich nie miała szczęścia stać się drugim  Słońcem - do zapłonu termojądrowego potrzeba olbrzymich temperatur i ciśnienia, a w kosmosie w ten sposób, można to uzyskać tylko masą, a zatem zazwyczaj rozmiarem. Mniejsi bracia Słońca byli po prostu mniejsi,  dużo mniejsi... nie dziwota - to rozmiar Słońca spowodował, iż one w ogóle powstały. I już raczej na zawsze pozostaną mniejsi, a na pewno - lżejsi. A więc, nigdy nie zapłoną jak Słońce.  Będą więc w jego cieniu.

Tak więc nasza Ziemia należy do tych mniejszych braci - nie będzie wielką, naturalną elektrownią termojądrową, będzie zdana na łaskę jedynego w pobliżu reaktora, który po dziś  dzień, decyduje o jej losach, jak i o losach istot żywych, które ją opanowały.



Energia termojądrowa na Ziemi

 

Nie wiem czy warto się tu chwalić, żalić, ale ludzie już mają na koncie eksperymenty z  energią termojądrową w czystej postaci:                                                                                                                                                                                                 

{youtube}R5_9Gi7w19Y{/youtube}

O to na filmie dojrzycie próbny wybuch bomby termojądrowej (zwanej czasem wodorową). Korzysta ona głównie z energii termojądrowej, a sama reakcja termojądrowa trwała w trakcie wybuchu ułamki sekundy. Ułamki. Jak widać kula plazmy jaka z tego powstała, no nie w kij dmuchał - 5 km średnicy! Ale bomby termojądrowe nie są rozwiązaniem - to tak, jakby najpotężniejszego i najagresywniejszego psa spuścić z łańcucha... już nad nim kontroli nie odzyskamy, a strach pomyśleć, co zrobi.

My chcemy ujarzmić tę energię, aby służyła nam na Ziemi. Abyśmy kiedyś przeszli na samochody elektryczne, i ładowali je śmiesznie tanio. Dlatego nie możemy się oglądać na bomby wodorowe, bo to z tego punktu widzenia nie jest sukces w pracach nad energią termojądrową.

W tej chwili jest kilka projektów potencjalnych reaktorów termojądrowych. Ludzkie mózgi walczą z koniecznością pokonania przez atomy pierwiastków, które będą paliwem termojądrowym, sił elektrostatycznych, aby mogło dojść do fuzji. Nasz Wielki Nauczyciel, Słońce, nam nie pomoże. On ma rozmiar, więc my tu na Ziemi albo musimy ,,zasymulować'' jego rozmiar odpowiednio wysoką temperaturą, albo wpaść na pomysł, czy da się to zrobić w temperaturze niższej (zimna fuzja). Wiele wskazuje na to, że teorie zimnej fuzji, to wciąż jeszcze teorię, dlatego abyśmy chcieli mieć reaktor termojądrowy na Ziemi, musimy użyć temperatury 150 000 000 stopni. 

Trudnością nie jest uzyskanie jej, trudnością jej zapanowanie nad nią. Nie ma na Ziemi pierwiastka, który będzie niewzruszony na taką temperaturę. To też eksperymentalne konstrukcje reaktorów muszą jakoś rozgryźć ten problem. Film powyżej przedstawia wybuch bomby termojądrowej Castle Bravo - widać na nim kulę ognia, plazmę, która w pewnym momencie jest tak jasna, iż oślepiła by ślepego 2 razy. Taką też plazmę muszą trzymać w sobie reaktory - tylko oczywiście w mniejszej skali.
Reaktory typu ,,tokamak'', mają taką plazmę trzymać w pułapce magnetycznej za pomocą potężnych elektromagnesów, które byłyby zdolne z łatwością podebrać jadący pociąg towarowy z torów, gdyby przy nich stały. Przykładowe reaktory tego typu to ITER i JET.
ITER to w ogóle ma powstać, aby udowodnić możliwość istnienia takich reaktorów w przyszłości.
Wnętrze tokamaka:

 

Inny sposób to lasery - najpotężniejsze wiązki laserowe, skupione w jednym punkcie  o wielkości mniej więcej 1 cm³ - w miejscu skupienia paliwa termojądrowego. Lasery takie są w stanie dostarczyć ogromną moc, przez krótki moment czasu, jednak wystarczającą  do zainicjowania zapłonu termojądrowego. Jeśli to wystarczy do zainicjowania reakcji,  paliwo skupione w tak małej ilości, dostarczy setki razy więcej energii, aniżeli dały  radę podać z wielkim trudem takie lasery. 

Są oczywiście inne koncepcje naukowe, ale wymieniłem te 2 najbardziej obiecujące (według mnie)



Zagrożenia

 

Produktem (odpadem) reakcji syntezy jądrowej, przynajmniej w tej wersji najprostszej, o  którą walczą naukowcy (izotopów wodoru), jest Hel - bardzo znany gaz, zupełnie nieszkodliwy, wręcz czasem używany do zabaw z głosem, na bardziej ,,inteligenckich'' imprezach. 
Gdyby go wypuścić samopas, to ucieknie w kosmos, ze względu na swoją małą masę (podobnie jak wodór). Z tego względu czasem napełnia się nim balony, które pozostawione bez opieki uciekną w niebo.
Ale Hel może być również stosowany jako chłodziwo w reaktorze, dlatego nie przewiduję,  iż będzie on ,,wypuszczany'', a tym samym marnowany. Naukowcy upatrują zagrożenie w czymś innym: reakcje termojądrowe zachodzą w plazmach,  o olbrzymich temperaturach. Zarówno to, jak i powstające podczas reakcji neutrony,  mogą po jakimś czasie uczynić wnętrze obudowy takiego reaktora lekko promieniotwórczym.  I tak to jest oczywiście nic, z promieniotwórczością odpadów/paliwa w obecnych elektrowniach 
jądrowych.

Niesamowita trudność uzyskania reakcji syntezy sprawia, że jakikolwiek błąd w czymkolwiek w elektrowni termojądrowej, będzie skutkował zazwyczaj nie zainicjowaniem samej reakcji lub jej wygaszeniem.

Jest jednak jeden scenariusz, który mi się nasuwa. Mamy bliżej nieokreśloną przyszłość i produkcyjną elektrownie termojądrową, produkuje ona energię i dla siebie  (podtrzymanie reakcji) i ogólnie dla ludzi.  Co się stanie, gdy za dużo dorzucimy do ,,kotła''? W teorii jest tu miejsce na wybuch termojądrowy, bowiem, jeśli reakcja syntezy będzie miała do tego odpowiednie warunki, to ,,przerobi'' całe paliwo, jakie się jej wrzuci. A tych gramów wcale nie musi być dużo by ewentualna nawet bujna wyobraźnia projektantów takowej elektrowni nie dała rady.

Jednakże... nawet zakładając najczarniejszy ze scenariuszy przyszłości - o to  elektrownia termojądrowa, bez odpowiednich zabezpieczeń wybucha, bo ktoś  przesadził... skutkiem tego ,,oberwie'' się jedynie elektrowni i okolicznym terenom.  
Sama reakcja syntezy nie produkuje odpadów radioaktywnych, więc ewentualny wybuch,  owszem - zrówna z Ziemią trochę okolicznych hektarów, sterylizując je doszczętnie, ale na tym katastrofa się ,,skończy''. Konsekwencje będą jedynie lokalne.

 

Zatem głupcze - nie obawiaj się nigdy w przyszłości takiej elektrowni, jeżeli mieliby ją wybudować >50 km od Twojego domu. I przekaż to swoim wnukom!



Podsumowanie

 

Wyścig już trwa, choć go nie widzimy. Być może któraś ekipa badawcza osiągnęła  sukces - a to oznacza, że jej ,,reaktor'' nie tylko utrzymał reakcję fuzji  termojądrowej, ale także wyprodukował z tego tytułu nadwyżkę energii, którą można już było wyeksportować. A wyprodukować nadwyżkę to nie jest taka bułka z  masłem - reaktor na początek musi wyprodukować energię dla siebie, która podtrzyma  bardzo trudną do zainicjowania na Ziemi reakcję syntezy termojądrowej, a dopiero  potem energię na ,,eksport''.

Jedno jest pewne - o ile ludzkości uda się w końcu ujarzmić energię termojądrową i uniemożliwić powstanie czyjegoś monopolu w dziedzinie budowania takowych elektrowni,  w postaci patentów i innych pierdół, energia gwiazd zapewni ludzkości zapotrzebowanie  na bardzo, bardzo, ale to bardzo długie lata. 
Obecne elektrownie atomowe, to tylko stadium przejściowe i to sobie trzeba powiedzieć  wprost.

Moje zdanie nt. małżeństwa w odniesieniu do ,,wymysłów'' Kościoła

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

 

Moje zdanie jest takie... Kościół trwa te 2000 lat, bo się swoich reguł trzymał, jednak kolejnych 2000 przy obecnym ,,kierownictwie'' i mentalności nie przetrwa. Sposób definiowana co jest grzechem, a co nie, strasznie się zmienia. Jacyś kardynałowie, arcybiskupi... hierarchie i cuda na kiju i te słynne ,,co łaska'' oraz opływanie w luksusie. To nie ten Kościół co kiedyś.

Chodzę do takiego niemojego kościoła... bo wciąż, mimo upływu lat, istnieje jakaś siła, która każe mi tam iść. Idę właśnie dla tej siły, nie dla tego budynku i tego, co się z  tą instytucją ostatnio podział.

 

Kościół się ,,reformuje'' w stronę, która go doprowadzi do upadku. Jak są uniwersalne prawa, to są, mają być, właśnie takie a nie inne, czy się to komu podoba czy nie. To, że istnieje siła grawitacji, to ona istnieje, bez względu na to,  czy to się komu podoba czy nie.

Kościół zabija od wewnątrz zwłaszcza pazerne klechostwo... kiedy ~1/4 małżeństw nie powinna mieć ślubu kościelnego, bo dla nich, to często jedyna okazja do pojawienia się w kościele, papierek, zwany pieniądzem, rozwiązuje gładko sprawę jak nigdy. Takich przypadków targów kościelnych można mnożyć... spójrzcie na fora ,,niepowiązane'' w tematem religijno-ateistycznym, czyli fora ślubne choćby.

Jak to postępowanie tych czarnych oszustów doprowadzających do upadku obecny Kościól ma się do cytatu Jezusa ,,Sprzedaj wszystko i pójdź za mną'' lub sytuacji, w której Jezus przegonił batem handlarzy ze świątyni w Ewangelii Św. Jana? Tak, bo teraz, przy kościołach, odbywają się targi... za msze, za ślub. Niby co łaska. Niech oni nie rżną takich głupich, dlaczego coraz mniej ludzi na msze przychodzi...

 

Porozmawiajmy jednak o tym prawdziwym Kościele, za którym wielu może tęsknić. Skupmy się jednak na jego prawach, które są... niedzisiejsze rzekłby ktoś. Mnie tu jednak chodzi o te uniwersalne prawa. Prawa, które mają tysiące lat, ale mają sens nawet dziś i będą mieć za kolejne 1000 lat.

 

Zacznijmy od tego nieszczęsnego zakazu seksu przed ślubem - skupmy się nie na fakcie, czy  za przestrzeganie tego lub nie, jest grzech, ale na fakcie... czy ma to jakieś racjonalne uzasadnienie. Mnie się wydaje, że ma -- jeśli dwoje ludzi, którzy się kochają, wstrzymają się z współżyciem do ślubu, to można się spodziewać, że takie małżeństwo/związek ma mniejszą szansę na skok w bok i ogólnie posypanie się.

Skoro dali radę przetrzymać ileś czasu do ślubu, choć nie dawano im za to pieniędzy, nie zmuszano ich do tego siłą, bo np: po prostu chcieli i dali radę, tak po prostu, to z tego wiele rzeczy może wynikać. Jakieś chwilowe kryzysy w małżeństwie, seksie (np: bo partner wyjechał na rok za pracą za granicę) dla takiego związku mogą być łatwiejsze do przetrawienia, bo już małą ,,próbę'' mieli przed ślubem. A podobno właśnie tacy ryzykują niedopasowanie... biorąc kota w worku.

Innych zalet można szukać, tylko po co? Ma to swoje zalety, to widać, obstawiam, że niejedna statystyka, gdyby ktoś taką prowadził, by to mógła potwierdzić. Kto chce, niech się trzyma tych reguł, kto nie to nie. Byłbym jednak ostrożny w nazywaniu tego ,,zacofaniem'' przez postępowców.

 

 

Idźmy dalej w analizie ,,kościelnych wymysłów''. Mam tu na myśli antykoncepcje, ale znowu skupmy się na tym, czy rozwiązania proponowane przez staromodny Kościół są lepsze, a nie czy niegrzeszne.

Kościół obstawia za NPR (metoda objawow-termiczna) i niech żaden dureń sobie tego terminu z kalendarzykiem-ruletką nie pomyli. O to ta metoda, bez chemii, polegająca jedynie na regularnej obserwacji swojego ciała, stosowana systematycznie, ma skuteczność zbliżoną do pigułek. Gdy poczytamy fora o tej metodzie, dowiemy się od setek kobiet, które to stosują, że nie mają żadnych problemów, nawet gdy mają nieregularne cykle i cuda na kiju... bo podstawową zasadą tej metody jest fakt, że organizm konkretnymi objawami, które należy obserwować, sygnalizuje gotowość do zapłodnienia, czyli dni płodne.

Para stosująca NPR, w czasie dni płodnych musi mieć przerwę we współżyciu, które może doprowadzić do zapłodnienia, jeżeli ona tego oczywiście nie chce i jeżeli nie lubią gumek. Para, w której antykoncepcją są pigułki lub inne takie wynalazki - nie ma tego problemu. Można pomyśleć, że ta przerwa to zło... a jest wprost przeciwnie, w życiu trzeba sobie od wielu rzeczy na chwilę zrobić przerwę, aby nam nie zbrzydły. Prawda?

A przecież, nie każdy stosunek musi przebiegać według ustalonego schematu z wymianą płynów ustrojowych (o tak naukowo to sobie klepnę, żeby niektórzy pomyśleli, że wiem o czym piszę)... i tu jest miejsce na torpedowanie łóżkowej nudy nowymi pomysłami, bo stosowanie NPR to po prostu wymusza.

Podsumowując - ten prawdziwy Kościół proponuje metodę naturalną, skuteczną, która wymaga dobrej organizacji i systematyczności (choć z czasem rzeczy, który były w niej trudne, stają się nadwyraz banalne i oczywiste). Nie trzeba brać pigułek... trzeba jedynie myśleć i chcieć.

Postępowa cywilizacja proponuje pigułki, spirale i inne rozwiązania... jest wybór i to jest dobre. Ale niech uważają Ci, co uważają to za niepostępowe rozwiązania.

 


Ambient

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

 

Mając sposobność oglądania filmów, pogrywania w gry komputerowe, bywania w salonach masażu, yogi mogliście się natknąć na taką muzykę. Mało się do niej wagi przywiązuje,  ale ma określony cel, który potrafi dobrze realizować.

 

Witajcie w świecie ambientu - muzyki tła. Muzyki, której niektórzy puryści muzyką nie nazwą, ale czepiają się pewnie, bo to ambient odziałowuje na człowieka, albo pozytywnie, albo negatywnie, a ich pipsztyki na fletach, które trenowali latami w szkołach muzycznych, zazwyczaj spływają po szarych słuchaczach jak woda po kaczce.

 

Z pozoru nudna, montonna i nic nie wnosząca muzyka tła, jaką jest ambient, potrafi skutecznie oddziaływać na umysły. Odpowiedni rodzaj tej muzyki uwolni świeżych rodziców od konieczności żmudnego usypiania swojego dziecka lub pozwoli pracować w klimatycznym nastroju, bez ,,zwracania'' uwagi, że coś odgrywa się w tle.

 

Ambient jest najczęściej muzyką relaksacyjną. Z tego też powodu, w dzisiejszym świecie, pełnym nieustannego stresu i wyścigu szczurów, ta muzyka, to jeden z ostatnich bastionów ratunku przed deprechą u wielu, naprawdę wielu ludzi.

 

{youtube}CR3dM-GlZK8{/youtube}

 

 

 

Jednym z moich ulubionych wykonawców tego nurtu muzyki jest zespół Carbon Based Lifeforms, ich twórczość nazwałbym ambientem klimatycznym, mającym wprowadzić jakiś klimat, ale ani nie usypiać i także nie zmuszać do depresji

 

{youtube}gH1Ue7wAtTg{/youtube}

 

{youtube}Z_8G0zHMuwg{/youtube}

 

 

 

 

Trochę kawałków o kosmosie i Wszechświecie - bo w kosmosie ambienty są tak  oczywiste jak 2+2. Soma.fm serwuje nawet Internetowy kanał radiowy z nagraniami radiowych gadek NASA... kto by chciał jakieś farmazony od astronomów słuchać? Raczej nikt... ale sytuacja zmieni się diametralnie, gdy w te farmazony wpleciemy ambient. Wtedy te gadki zamieniają się w idealne tło muzyczne dopełniające całość.

 

{youtube}dvTe1-a6Pdo{/youtube}

 

{youtube}nvhYvcv46MA{/youtube}

 

 

 

To muzyka stworzona by brzmieć bez względu na to, czy się jej aktualnie słucha. Jej głównym zadaniem nie jest wybijanie się, a bycie tłem, zgodnie z nazwą.

 

Poniżej jeszcze akcent świąteczny:

 

{youtube}EPZRj0Xi4_8{/youtube}

 

 

DARK AMBIENT

Aby koszmar stał się rzeczywistością, nie potrzeba z filmów grozy przenosić zachowań bohaterów. Wystarczy odpowiednia muzyka. Bez niej melodramat byłby komedią, familijny horrorem, a horror filmem o miłości.
Pomijając filmy z utworami, które kiedyś mogliście usłyszeć na listach przebojów, w większości filmów to ambient musi zrobić ,,resztę''. Często taką robotę będzie odwalał właśnie DARK AMBIENT. Wyznawcy ciemności znają tę straszną muzykę. Niektórzy z Was też. Głośniki kłuły nią Wasz mózg na horrorach, by ten kazał się spieszyć nadnerczom, aby nadążały z produkcją adrenaliny.
Ten rodzaj ambientu w kaszę sobie dmuchać nie daje - ma zadanie zaniepokoić, przestraszyć,  zastraszyć, doprowadzić do depresji, a potencjalnych samobójców przekonać o słuszności ostatecznego rozwiązania ich wszystkich problemów.
Każdy, na kogo ma wyraźny wpływ już zwykły ambient, powinien rozważyć, czy bawić się jego ciemną stroną mocy, bo będzie to niczym mentalny taniec na polu minowym.
Poniżej kilka przykładów (ostrzegałem, żeby nie było):
{youtube}e5tI1sYQYcc{/youtube}
{youtube}QZUr8t8OVIk{/youtube}
{youtube}rIg2hfqhhyg{/youtube}
No i tym mocnym akcentem życzę wszystkim Wesołych Świąt!

 


Komputery, cz. I

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

 

 

PC (puszka) vs Notebook (inaczej lapciak dla słitaśnych nastolatek)

Musicie siedzieć przy jakimś rodzaju komputera, aby ten wpis czytać. Chyba, że macie znajomego, którego drukarka się wyjątkowo nudzi, a który potajemnie mnie wielbi, ażdrukuje moje wpisy.

Komputer stacjonarny PC, to zazwyczaj skrzynka różnorakiego koloru, z podpiętym monitorem, klawiaturą i myszką. To wciąż najpopularniejszy rodzaj komputerów.

Notebooki, zwane czasem przez dresów laptopami -- walizki, które mają wszystko w sobie, tj. monitor, klawiaturę, coś udającego myszkę (touchpad, pad, trackball, etc) i baterię.

Notebooki to komputery nastawione na mobilność -- one mają zadziałać, w sytuacji, gdy długo macie zamiar nie płacić za prąd z wszystkimi tego konsekwencjami. Z tego też względu, notebooki, poza nielicznymi super drogimi sztukami, nie mogą się równać wydajnością z pospolitym komputerem PC.

Komputer stacjonarny jest wyraźnie wydajniejszy od notebooka, który kosztuje nawet 3x tyle. Mobilność i oszczędność prądu niestety zazwyczaj nie idą w parze z wydajnością.

 

Lenovo ThinkPad W701ds - biznesowy wydajny notebook do zadań specjalnych, o cenie,która może przyprawić o ból głowy przeciętnego kowalskiego. Wśród gadżetów ,,bondowskich'' dostępny dodatkowy ekranik. Cena ~10 000 zł.

 

Inna sprawa, że na notebookach mniej wygodnie się pracuje. Oczywiście, można do notebooka kupić osobną klawiaturę, myszkę i monitor, podobnie jak dla komputera stacjonarnego, ale jest to bezceństwo niczym zakładanie slipków na bokserki, bo nie po to się kupuje notebooka, aby robić z niego komputer stacjonarny.

Sama myszka do notebooka jeszcze ujdzie, bo ciągłe głaskanie go po ,,futrze'' bywa męczące, z kolei egzemplarze z joystickiem (takim malutkim) mogą doprowadzić do zdrętwienia palców, po dłużej zabawie tymi kulkami w kształcie kobiecej... no wiadomo o co chodzi.

 

 

Jeszcze istnieje jedna ważna różnica między komputerami stacjonarnymi, a notebookami. To łatwość zmiany konfiguracji -- słowem: co możemy zmienić i dopiąć do swojego komputera. Marna walizeczka nastawiona na mobilność rzadko kiedy pozwala użytkownikowi na większy wybór rozwiązań sprzętowych.

Oczywiście dla zdecydowanej większości ludzi, to nic nieznacząca kwestia. Chyba, że ktoś chce pograć w najnowsze tytuły gier... wówczas powinien szybko zapomnieć o notebookach

Infinity F7-9000WC -- komputer marzenie dla entuzjastów, którym niestraszna waga, chłodzące ciecze we wnętrzu i duże rachunki za prąd. Jednak jeśli pominąć te jakże drobne wyrzeczenia, ten sprzęt nie tylko odpali wszystko z najlepszą jakością i wydajnością, lecz także będzie naprawdę ładnie wyglądał.

 

 

 

Netbooki

Tam gdzie mobilność jest krytyczna, do akcji wchodzą netbooki. To takie małe notebooki, których głównym zadaniem jest rywalizować z telefonami komórkowymi w wyścigu pt ,,który dłużej uciągnie na baterii''.

 

DELL Inspiron Mini 1012 - netbook dla przeciętnego Kowalskiego, o niewygórowanej cenie (ok. 1500 zł w chwili pisania tego tekstu), który przy mądrym korzystaniu z niego, umożliwi nieprzerwaną pracę przez 10 godzin na baterii.

 

Oczywiście z powodu swojej mobilności, netbooki nie są wydajnymi komputerami. Z racji zazwyczaj większej oszczędności energii, są mniej wydajne od notebooków i podobnie jak notebooki posiadają ,,okrojone'' podzespoły, które mają zachować kompromis pomiędzy zużyciem prądu, a wydajnością. Dodatkowo przez swoje rozmiary ciężko się na nich pracuje.

 

 

 

Serwery

To szczególny rodzaj komputerów stacjonarnych, bez których upadłby dzisiejszy świat, choć się to wydaje nieprawdopodobne. To często maszyny o potężnej wydajności, zazwyczaj są schowane przed światem w podziemiach budynków wielkich firm i instytucji, które na nie stać. Leżą w ogromnych szafach, w klimatyzowanych pomieszczeniach i swoim stadem wentylatorów wydają ryk, który przywraca słuch głuchoniemym, a słyszących przyprawia o mdłości.

Nie widzicie ich, ani nie słyszycie. Pewnie wielu z Was nigdy na żywo ich nie zobaczy. Ale to dzięki właśnie takim maszynom Internet jest taki zasobny w informacje. Każda strona WWW, każde konto e-mail, Wasze zdjęcia na serwisach, są przechowywane na serwerach.

Oszczędność prądu i hałas to najmniej istotne czynniki przy tych komputerach. To maszyny, które załączone raz mają mają pracować, aż do skończenia świata, czyli zazwyczaj padu prądu. Niemal wszystko można w nich wymienić, nie przerywając ich pracy. Pad dysków, awaria zasilacza, awaria jakiegoś złącza, karty rozszerzeń... Te wszystkie sytuacje, które by mogły spowodować zawał u osób długo oszczędzających na swój komputer lub mających cenne dane, na serwerach nie robią zazwyczaj żadnego wrażenia.

Często serwerownie, czyli miejsca bytowań takich bestii, posiadają różne źródła zasilania, potężne zasilacze awaryjne i generatory prądu, zdolne zasilić pół miasta. A wszystko to tylko po to, aby nawet 1 sek przestoju w pracy nie spotkała te komputery, a one były gotowe na każdego Waszego e-maila, czy każde Wasze zdjęcie z imprezy, o każdej porze dnia i nocy.

 

IBM xSeries 346 To przykład ,,zwyczajnie'' wyglądającego serwera. Nie dajcie się zwieść temu niewinnemu wyglądowi i płaskiej postawie -- to kilkadziesiąt kilogramów nowoczesnej techniki. Często pracują w grupach -- nawet do dziesiątek tysięcy sztuk!

 

 

 

Telefony (smartfony), tablety

O to krzyk mody ostatnich lat. Oczywiście, nie mówię ogólnie o telefonach, a o smartfonach, czyli telefonach nieraz trzymających tyle na baterii co niejeden netbook, a przy tym znacznie mniejszych i potrafiących czasem dzwonić.

 

HTC Magic -- typowy smartfon. Jak marka HTC nic Wam nie mówi, to na pewno powie Wam Apple iPhone, bo to konkurencja.

 

To też są komputerki o różnorakim zastosowaniu. Oczywiście w najnowsze strzelanki 3D na tym zazwyczaj nie zagracie. Moim skromnym zdaniem, do dzwonienia wciąż najlepiej nadają się... telefony.

 

[

iPad -- najbardziej znany tablet.

 

Tablety to takie prostsze netbooki, bez tych klapek, które czasem zdarzy się komuś wyłamać lub zgubić. Tablet, to komputer, którego celem na pierwszy rzut oka zdaje się być zastąpienie gazety. Oczywiście te urządzenia mogą znacznie więcej, niż tylko wyświetlanie znaków, czego dowodzi powyższe zdjęcie.

 

 

 

Routery

 

Przykładów komputerów jest wśród nas znacznie więcej. W zasadzie ten dział powinien mieć inną nazwę, ale taki naukowy termin jak ,,Urządzenia sieciowe'' nie wszystkim może powiedzieć o co chodzi. Za to wielu z Was na pewno zetknęło się z routerami, ruterami, pudełeczkami, skrzyneczkami, hubami, czy jak czasem się to może zwać.

Te małe urządzonka z wpinanymi kabelkami, są zwykle w centrum zainteresowania przy podłączaniu Internetu, a potem są zapominane do pierwszej awarii. Dzięki tym małym komputerkom, inne komputerki zazwyczaj mają Internet, bo router, to takie urządzenie niemal prosto od Boga, które mnoży i dzieli, a wszystko to na Waszą korzyść. Dostanie taki jednym kablem Internet, a rozprowadzi go po 4, 8, nawet i więcej, jak takowego zdolnego macie. To cud.

 

Wygląda jak mały kosmita, ale to mały komputer, zadba o to, byście z notebookiem w wannie nawet nie utracili połączenia z Internetem. Być może nie zwracacie na takiego uwagi, kładziecie go za szafą, na telewizorze i nawet zapomnicie przetrzeć kurz. Jednak on cały czas pracuje... choćby na to, byście mogli odwiedzać chrzanowski24.pl

 

To też router. Tyle, że znacznie bardziej zaawansowany, niż te domowe UFOkompki. Kosztować może więcej niż niejeden samochód z salonu -- niewykluczone, że nim załaduje się Wam chrzanowski24.pl, sygnał z Waszego domu odwiedzi kilka takich urządzeń po drodze.


Jak samemu prognozować burzę.

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

alt

Wbrew pozorom, dzięki Internetowi jest to bardzo proste i w miarę dokładne.

Pierwsze co należy zrobić, co jest zarazem jest najtrudniejsze, to odkleić się od TV. Wciśnięcie czerwonego przycisku na pilocie od TV może wywołać objawy odstawienne, które powinny minąć po wyjściu na świeże powietrze. Po paru godzinach objawy odstawienia głupawki w TV powinny przechodzić.

Oczywiście nie należy zapominać o rzeczach, które mogą zwiększać prawdopodobieństwo pojawienia się burz - np. nagłe delikatne (z początku) zachmurzenie w czasie upalnego dnia, albo różne ludowe przysłowia w stylu ,,Idzie burza, bo mi się wydłuża''. Jak ktoś doda ,,No idzie deszcz, bo mi też'', to burza pewna jak w banku... hormonów zresztą też.

Jeżeli mamy wypaśną chatę bez piorunochronów i ubezpieczenia, należy dodatkowo brać pod uwagę prawa Murphego -- burza skąd nie przyjdzie, to zawsze nad nasz dom i wtedy, gdy będzie mogła wyrządzić największe szkody. Oczywiście je wyrządzi. Prawa Murphego lubią się sprawdzać, dlatego należy donieść sąsiadom zza płotu, że mamy chatę bez zabezpieczeń i ubezpieczeń -- dzięki takiej życzliwości dowiedzą się nie tylko, że będą często nawiedzani przez burze, ale także co i jak mogą ukraść.

 

Ale zajmijmy się prognozą bez praw Murphego. Najpierw wchodzimy na stronę www.sat24.com (przykładowo):

alt

Mogą to być inne strony ze zdjęciami satelitarnymi. Dzięki takiej stronie, będziemy mieć aktualne zdjęcia satelitarne Polski i Europy -- zobaczymy w animacjach w którym kierunku poruszają się chmury (i fronty zarazem).

 

Potem, zakładamy, że prawo Murphego jednak nas nie dotyczy i nad naszym domem nie wygeneruje się nowa burza, której nigdzie jeszcze nie ma mapie.

Wówczas korzystamy ze stron monitorowania wyładowań firmy SIEMENS (www.blids.de):

 

alt

 

Możemy tutaj śledzić burze z dużą dokładnością i opóźnieniem poniżej 1 godziny nawet. Jak widać na wykresie, kolor fioletowy to wyładowania ,,najstarsze'', a czerwony to ,,najnowsze''. Od razu widać, w którym kierunku burze się poruszają.

Teraz tylko przypominamy sobie zdjęcia satelitarne i już mamy ogląd na prawdopodobieństwo pojawienia się u nas burzy. Zazwyczaj, gdy ta metoda przewiduje nam burzę, to w miarę dokładnie i trafnie, dodatkowo z wyprzedzeniem nawet paru godzin -- będzie czas na pobiegnięcie do ubezpieczyciela jeszcze.


Wyborca PełO

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

 

I to znów ja. Wasz ulubiony wizjoner i komentator. Wizjoner, bo jak wiecie, często mam teorie, które się sprawdzają. Nie będę tutaj ogłaszał triumfalnie, które się od mojego ostatniego wpisu sprawdziły lub wciąż sprawdzają, aby nie zapeszać. Przejdę bez cyrdolenia do rzeczy: wielu z Was to durnie. Na powyższym wykresie kolor biały oznacza nie-durni.

Ale dziś, słówko o typowym wyborcy PełO. Nim jednak przejdziemy do takiego typowego wyborcy, zastanówmy się co to jest to całe PełO.

Jak wiadomo, PełO to taka partia szachów, niczym gambit, w stylu ,,poświęć wszystko i przegraj jak idiota''. Ale zazwyczaj w gambitach szachowych poświęca się coś, aby zyskać coś, np. inicjatywę. Ale partia PełO to nowy rodzaj partii -- poświęć wszystko, nawet inicjatywę, wmów wszystkim, że jest dobrze, że cyferki kłamią (że sam król na całą armię to lepiej) i partię przegraj. Nie po to się wymyśla otwarcia szachowe, aby zmoczyć dupsko i się samooszukiwać, ale póki pionki w grze, znaczy, przepraszam, typowi wyborcy PełO, to gambit trwa! I wciąż się wydaje, że jest inicjatywa.

Ale typowy wyborca PełO to wbrew pozorom twór znacznie mniej skomplikowany od pionka szachowego. Ten ostatni np. lubi być przebiegły, bo potrafi zbić innego pionka w przelocie, a jak dobiegnie w końcu do mety, to ubierze się w inną kieckę i zacznie się panoszyć po szachownicy, niczym pierwsza dama. Typowy wyborca PełO, zdaje się w ogóle nie chodzić do przodu - błędnik dawno wyginął w toku ewolucyjnym, ale Matka Natura wciąż wstrzymuje się z egzekucją tego ginącego gatunku, jakby chciała wygrać jakiś zakład z jakąś wyższą istotą o pietruszkę.

Dla uproszczenia tego tematu, sięgnijmy bezczelnie po analogię fotograficzną, aby zbadać fetormen wyborcy PełO -- typowy wyborca PełO to taka hybryda lustrzanki z kompaktem, która ma założony na stałe obiektyw o bardzo wąskim polu widzenia rzędu 0,001 stopnia i ogniskowej -10mm, co sugeruje zapaść w swoje bogate w głupotę wnętrze. Ponadto światłosiła obiektywu jest tak sprytnie ustawiona, że pozwala na ostre obrazy tylko na kanałach TVN, Polsat, albo na Gazecie Wyborczej. Automatyczny mechanizm ustawiania ostrości wyostrza głównie na słowa `PiS` albo `Kaczyński`, zupełnie nie trafia na inne frazy, przy frazach `PełOpodobnych` się momentalnie gubi i pudłuje, albo wręcz zawiesza, po czym, po restarcie, znowu szuka `PiS`.

 

Być może nie wszyscy bawią się w fotografowanie, to analogia poprzednia wydaje się być zawiła, dlatego
przygotowałem coś bardziej strawialnego. Przedstawiam Państwu Trójkąt Wiedzy z lekcji informatyki:
Gdy rozpatrzymy go od dołu, na pierwszym miejscu mamy DANE. Danymi przykładowymi są: 100 stopni, PiS, Kaczyński,  Polska, Pogoda. Jeżeli ktoś teraz nie rozumie o czym ja pisze, to powinien sobie ten trójkąt odpuścić.
Wskakując na poziom wyżej, mamy INFORMACJE. Informacje, np: 100 stopni parzy, ale i gotuje wodę, PiS to zło, Polska to Polactwo, Pogoda fatalna, Tusk to prawdomówca, itp. Po prostu informacje to poukładane DANE.

 

Wchodzimy na poziom wyżej naszego trójkąta - mamy WIEDZĘ. Wiedzą nazywamy odpowiednie wykorzystanie INFORMACJI. Np. wiedza to to, że nie wkładamy ręki do 100 stopni, że Polska to nasza ojczyzna, że Pogoda jest zmienna, choć  aktualnie paskudna, a PiS to partia polityczna, podobnie jak PO.

 

Zbliżamy się nieubłaganie do szczytu naszego trójkąta. Tam mamy już MĄDROŚĆ. MĄDROŚĆ życiową. To wzór doskonałości, cel życia, zazwyczaj nieosiągalny dla większości Lemmingów i/lub typowych wyborców PełO, którzy lubią  babciom chować dowód. Do MĄÐROŚCI dochodzi się latami. Dlatego często mają je niektóre babcie, którym się chowa dowód, aby nie narobiły młodym obciachu w lokalnej Komisji Wyborczej.

 

Przykład mądrości: Woda gotuje się nam w 100 stopniach na herbatkę, ale jakaś kaciała upuściła sól nad czajnikiem i wszystko do wody wsypała. Wodę nam zakręcili, bo mamy tylko deszczówkę, którą zbieramy z rynien całego osiedla.  Soli nie mamy, bo się skończyła, monopolowy zamknęli, kopalnia w Wieliczce nie przyjmuje gości.  Potrzebujemy soli i wody, gotujemy więc w 100 stopniach, odparowujemy wodę i mamy sól. Odzyskujemy trochę soli, a nową wodę bierzemy z deszczówki, bo odparowana straciła dużo swoich minerałów. Ale nie bierzemy z krótkiej deszczówki, a długich, powodziowych opadów, aby opary pyłów zakładowych zdążyły wypłukać się z powietrza.
Obok przedstawionego trójkąta, mamy przykładowe twory, które operują na różnych poziomach wiedzy. Ludzie potrafią operować od DANYCH do MĄDROŚCI, z tym, że im większy kawałek trójkąta, tym więcej ludzi na jego  poziomie operuje. To źle wróży, ale to prawda.
Komputery potrafią obecnie operować tylko na DANYCH i INFORMACJACH, choć niektóre jednostki ludzkie ze szczytu trójkąta twierdzą, że za parę lat to się zmieni.

 

I tu dochodzimy do typowych wyborców PełO - Ci najczęściej operują na DANYCH. Wybitne podjednostki sięgają INFORMACJI. Nic w tym dziwnego -- w sondażach gambitowych PełO sięga prawie 50% -- to cały dół trójkąta i troszku poziomu wyżej. Sama prawda kurde.

 

Być może typowy wyborca PełO to dla niektórych wciąż zawiły termin. Sięgnijmy po analogię samochodową -- typowy wyborca PełO, jest niczym Ferrari na gaz. A resztę sobie dośpiewajcie.

 

A Wy jakie macie o skojarzeniach typowych wyborców PełO?

 


Rekreacyjny Rajd Kraków - Trzebinia

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

{dailymotion}xd5pry{/dailymotion}

 

 

 


Śmieciowy potwór na cmentarzu parafialnym w Trzebini

Dodany przez: Annihilator

Powiązane tagi:Brak tagów 

Annihilator

Wracałem dziś z Bożniowej. Tak mi się złożyło, że dla podkreślenia grozy mego powrotu, za dnia, zechciałem zrobić to przez cmentarz. Niestety, ową grozę zepsuła pewna hałda śmieci, która zastąpiła mi drogę, na tyle skutecznie, że przystanąłem, myśląc ukradkiem, jak tu nie wdepnąć w jej rozpostarte macki. Wcześniej także ją widywałem, ale niestety -- urosła w siłę. Odważni cmentarni wędrowcy, schodzący na cmentarz od Bożniowej, czyli od góry, mogą napotkać tego potwora na swojej drodze. Biada im, jeżeli klapki, albo sandały, będą bronią ich nóg.

Dopadło mnie albo lenistwo, albo strach. Nie wzdrygnąłem się należycie i niestety nie wyciągnąłem aparatu, który miałem pod ręką. Nie chciało mi się, zimno mi było i bałem się zemsty hałdy. W ogóle, myślałem, że zanim rozpakuję ten sprzęt, to hałda mnie napadnie. Ale, gdy znów odwaga przepełni me serce i ruszę na spotkanie z prawdopodobnie jeszcze potężniejszą hałdą w przyszłości, nie przelęknę się i zrobię jej zdjęcia.

A temu kradziejowi, który zabrał stamtąd kontener, który to kontener, niczym Puszka Pandory, chował hałdę przed światem, plastikowa butelka Coca-Coli, która mnie zaatakowała przy obchodzeniu tej hałdy, w szprychy. Albo w krocze. Albo spalarnie odpadów mu pod dom! O!

Sprawa dotyczy cmentarza parafialnego przy ul. Luzara w Trzebini, nieopodal góry Bożniowa. Zgłoszę ją do UM i do osób, które mogą podjąć walkę ze śmieciowym potworem, który niepowstrzymanie rośnie w siłę na obrzeżach cmentarza.


<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>



Powiat Chrzanowski: Chrzanów, Trzebinia, Libiąż, Alwernia, Babice, Bolęcin, Czyżówka, Dulowa, Karniowice, Lgota, Młoszowa, Myślachowice, Piła Kościelecka, Płoki, Psary, Balin, Luszowice, Płaza, Pogorzyce, Źrebce, Brodła, Grojec, Kwaczała, Mirów, Nieporaz, Okleśna, Podłęże, Poręba Żegoty, Regulice, Źródła, Babice, Jankowice, Mętków, Olszyny, Rozkochów, Wygiełzów, Zagórze, Gromiec, Żarki
Wydawca serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treści przekazywane i publikowane przez Użytkowników. Treści zamieszczane przez Użytkowników nie są poglądami i opiniami twórców Serwisu. Użytkownik zamieszczający treści niezgodne z prawem może ponieść za nie odpowiedzialność karną oraz cywilną.
Wydawca serwisu - informacje i kontakt
.